MYE 005: Inteligentna Motywacja Czyli Co Zrobić Żeby Chcieć Bardziej | Agnieszka Maruda-Sperczak

Kliknij poniżej, aby odsłuchać podcast!

W tym odcinku gość poleca autorów:

Michael Pantalon

Miłosz Brzeziński

Ewa Błaszczak

Do dzisiejszego odcinka zaprosiłam niezwykle inspirującą i motywującą do działania Agnieszkę Marudę-Sperczak, trenerkę biznesu, mówczynię, certyfikowanego coacha i mentorkę. Agnieszka jest jedyną w Polsce trenerką Instant Influence, metody Błyskawicznej Motywacji wg dr. Michaela Pantalona oraz certyfikowaną konsultantką Reiss Motivation Profile. Ma za sobą setki godzin na scenie, tysiące na sali szkoleniowej i w pracy indywidualnej z ludźmi, którzy łakną i pragną nauczyć się, jak zmotywować się do pracy nad ważnymi dla nich obszarami. Nie interesuje jej, dlaczego ludzie czegoś nie robią. Koncentruje się na tym, dlaczego mogliby to zrobić. Dzięki niej zmiany zachodzą sprawnie, a ludzie chętnie się w nie angażują.

Porozmawiamy dzisiaj z Agnieszką:

  • o tym, w jaki sposób emocje wpływają na naszą motywację
  • skąd biorą się usprawiedliwienia i prokrastynacja
  • co zrobić, aby nie stracić motywacji na najbliższym życiowym zakręcie
  • jak złapać wewnętrzny flow do tego, aby działać na najwyższych obrotach.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy i do komentowania!

Magda: Cześć Agnieszka!

Agnieszka: Cześć!

Magda: Agnieszka, niezmiernie się cieszę, że jesteś dzisiaj z nami w podcaście Master Your Emotions. Minęło już trochę czasu odkąd miałam przyjemność poznać Cię w ubiegłym roku jako opiekuna merytorycznego Programu Mentoringowego w Fundacji Liderek Biznesu. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że owocem tego fascynującego przedsięwzięcia będzie dla mnie właśnie seria podcastów o inteligencji emocjonalnej. Natomiast pierwsza myśl, jaka narodziła się w mojej głowie po wzięciu udziału w inauguracyjnej gali, którą prowadziłaś była: Chciałabym z nią kiedyś współpracować!

Bije od Ciebie niesamowicie pozytywna energia i charyzma, które same w sobie są wizytówką tego, co robisz na co dzień: motywowania. Dlatego mam wielką nadzieję, że zarazisz nas dzisiaj swoją pasją do działania, że wywrócisz do góry nogami nasz sposób myślenia i pokażesz nam, jak skutecznie motywować siebie i innych do tego, by chcieć więcej.

Agnieszka: Tyle dobrych słów usłyszałam teraz od Ciebie, że nie wiem co powiedzieć. Wzruszyłam się. Tak autentycznie. Czasem tak właśnie jest, że coś sobie wymyślimy lub wymarzymy i to się jakiś czas później dzieje. Może trzeba po prostu marzyć i wypowiadać to na głos.

Magda: Myślę, że tak! To jest bardzo dobry punkt startowy, żeby zacząć działać: wypowiedzieć na głos to, co jest głęboko w nas. Ja też pewnego dnia wypowiedziałam głośno, że chciałabym nagrać serię podcastów i dzisiaj rozmawiam z tak inspirującym gościem! Zaczynamy?

Agnieszka: Jasne!

Magda: Świetnie! Zacznę od tego, że zafascynowało mnie pojęcie diety emocjonalnej, którego użyłaś w jednym ze swoich warsztatów online. Myślę, że jest niezwykle trafne nie tylko w obliczu obecnej sytuacji podsycanej nadmiarem informacji o koronawirusie, ale sprawdza się również, gdy patrzymy na to, co nas na co dzień motywuje lub demotywuje. Emocje wywołane negatywnymi wydarzeniami, komentarzami i opiniami potrafią skutecznie pochłonąć energię, którą powinniśmy przeznaczyć na konstruktywne działanie. Zanim się obejrzymy przestaje nam się chcieć.

Jak Twoim zdaniem możemy uodpornić się na negatywizm, który czyha na naszą motywację na każdym kroku? Jak skoncentrować się na podtrzymywaniu twórczych emocji, gdy otacza nas tyle negatywnych informacji?

Agnieszka: Po pierwsze – pójść na dietę! Specjalnie użyłam sformułowania „dieta emocjonalna” dlatego, że większość z nas być może nie zdaje sobie sprawy z tego, czym się karmi. Czym karmi swoją głowę, swoje emocje, swoje serce. Większość z nas, nie wiem czy częściej, ale łatwiej koncentruje się na diecie związanej z tym, co je. Natomiast, jeśli zadbamy tylko o tę część, to zapominamy o umyśle, o sercu, o tym wszystkim, co wkładamy sobie w naszą głowę. Gdy sytuacje są trudne i kryzysowe, to możemy nieświadomie ulegać temu wszystkiemu, co dookoła.

Mogę podać na swoim przykładzie: jestem osobą wysoko-wrażliwą, o czym dowiedziałam się właściwie jakieś dwa lata temu. Wcześniej byłam absolutnie przekonana, że jestem bardzo silną osobą. Oczywiście jestem bardzo silną osobą na co dzień. Tak też jestem postrzegana. Ale wewnątrz jestem osobą bardzo wrażliwą.

Moja dieta w tych czasach polega na tym, że przestałam oglądać wiadomości. Tak naprawdę już od dawna nie oglądam i nie słucham wiadomości. Ale kiedy zdarza mi się je słyszeć z innego pokoju albo nawet od sąsiadów to ja je odczuwam w ciele. Myślę, że część osób dokładnie tak samo ma z tym, że nie obserwuje siebie na tyle albo nie wie skąd te emocje lub odczucia pojawiają się w ciele.

Teraz wyobraźmy sobie, że nawpychamy się fatalnych informacji, że nakarmimy się nimi. One siłą rzeczy wywołują emocje. I to takie, których normalnie nie wywołalibyśmy u siebie. Rodzi się strach, rodzi się obawa, czyli wszystko, co ciągnie nas w dół. Gadzi mózg zaczyna dochodzić do głosu. Włącza nam się faza przetrwalnikowa. Wchodzimy pod koc i to jest jeszcze pół biedy, bo może przynajmniej nabieramy wtedy sił. Ale część ludzi panikuje, ucieka, gubi jasność myśli i w tym czasie jest trudno.

Dlatego myślę, że pierwszym krokiem jest wyeliminowanie z diety umysłowej czy emocjonalnej rzeczy, które nas trują. Jeżeli patrzymy na jedzenie: ja wiem, że niektórzy jedzą fast foody, ale są też osoby, które wybierają zdrowe jedzenie. Natomiast na pewno nikt nie je świadomie i z premedytacją zjełczałego masła lub nieświeżego mięsa. Wszystkie informacje, które nas bombardują są dokładnie takimi samymi toksynami. Tu właśnie można zacząć pierwszy element diety.

Magda: Rzeczywiście, żyjemy w dość dużym szumie informacyjnym i w znacznej mierze nie jesteśmy świadomi tego, jak bardzo negatywne informacje, choćby tylko w tle naszego codziennego życia, zatruwają nas i naszą chęć do tego, by zrobić coś więcej, niż absolutne minimum. Tak, jak mówisz, pierwszym krokiem jest zidentyfikowanie, które informacje lub rodzaj informacji nam szkodzi. To jest jeden element.

Niemniej jednak istnieje jeszcze jeden bardzo silny czynnik oddziałujący na naszą motywację. Tym czynnikiem są inni ludzie. Wielu z nas jest otoczonych osobami które we wszystkim co dzieje się w ich życiu lub w naszym życiu widzą kolor szary i nie są w stanie lub nie chcą zauważyć, że nawet szary kolor może mieć milion różnych odcieni. Co zrobić, aby ludzki pesymizm nie zniweczył naszej motywacji ani wysiłków, które wkładamy w ważne dla nas inicjatywy?

Agnieszka: To zabrzmi może nieco twardo i kontrowersyjnie, ale odciąć się od takich osób. To znaczy spędzać z nimi jak najmniej czasu. Czasem może to być trudne, bo na przykład mogą to być członkowie w miarę bliskiej rodziny. Wtedy, jeżeli nie możemy się odciąć, to proponuję podejście prowokatywne. Zazwyczaj, gdy mamy wokół siebie osoby, które widzą tylko kolor szary, są pesymistami, marudzą, staramy się przekonać ich, że jest inaczej. I to oczywiście nie zadziała. Nie ma szansy zadziałać, bo te osoby są absolutnie przekonane, że ich świat jest w szarych kolorach. I pewnie jest.

Myślę, że podstawowy błąd, który robimy, to uważamy, że żeby przekonać kogoś do czegoś, pokazać naszą perspektywę, trzeba ciągnąć tę osobę w swoją stronę. Sami nie potrafimy tej osoby zrozumieć, ale bardzo chcemy, żeby ona nas zrozumiała. Uważam, że to trochę nie fair. Poza tym każda zmiana zaczyna się od nas samych. Zrozumienie tego, że ta osoba siedzi w szarych barwach, to jest pierwszy krok do tego, żeby ta osoba w ogóle chciała z nami pogadać. A my uciekamy od tego, co czasem się udaje, a czasem właśnie nie.

Dopiero, gdy rozumiemy tę osobę, że ona z jakiś powodów ma prawo się tak czuć, że ona jest na etapie „Życie jest do niczego”, to żeby ona zrozumiała, że jest inaczej, potrzebujemy mówić trochę jej językiem, przyznać jej rację w jej świecie. Tutaj wchodzi podejście prowokatywne Frank’a Farelly’ego, gdzie możemy pewne rzeczy przejaskrawić: Nie no rzeczywiście, naprawdę fatalne jest to twoje życie…, czyli wyolbrzymiamy i wtedy ta osoba ma szansę zobaczyć, że może jednak jest trochę inaczej, że może to jest pewnego rodzaju absurd. Ale na pewno przekonywanie tej osoby, że jest inaczej nie przynosi rezultatu.

Zwykle spotykam się z tym, że ktoś myśląc o motywacji czy motywowaniu siebie lub innych do czegokolwiek zazwyczaj myśli o namawianiu. To w ogóle nie jest motywowanie! W moim odczuciu namawianie jest formą delikatnej przemocy, czyli ciągnięcia do swojego obrazu świata.

Magda: Bardzo słuszna uwaga. Zarówno negatywne informacje, jak i negatywne osoby z naszego otoczenia często dążą do tego samego: do przeciągnięcia nas do swojego obrazu świata. Jakie są jeszcze inne pochłaniacze energii i motywacji, na które powinniśmy zwrócić uwagę, aby w porę wyeliminować je lub przynajmniej zneutralizować? Które emocje szkodzą naszej motywacji?

Agnieszka: Nie wiem, czy jakieś konkretne emocje szkodzą motywacji. W sensie, że każda emocja, która przychodzi jest de facto potrzebna, bo ona daje nam jakąś informację. Na przykład frustracja daje nam informację, że czegoś się właśnie uczymy i że to coś jest ważne. Jeżeli pojawia się smutek, to znaczy, że być może tracimy coś w danym momencie, czego nie chcielibyśmy tracić. Te emocje trzeba przeżyć. Może być tak, że jeżeli odepchniemy te emocje, nie przeżyjemy ich, nie spotkamy się z nimi, to one później wracają z podwojoną, potrojoną siłą i dopiero wtedy wpływają na naszą motywację. Więc tak naprawdę same emocje niekoniecznie chyba, że się nimi nie zajmiemy i one w pewnym momencie wybuchną.

Pytałaś o rzeczy, które wpływają na motywację i na to, że ona się gasi. Są to wszelkiego rodzaju naciski, wszelkiego rodzaju nakazy. To powoduje, że w każdym z nas natychmiast rodzi się wewnętrzny opór. Niektóre rzeczy robimy ze strachu, z powodu jakichś zależności, bo mamy szefa albo zobowiązaliśmy się do czegoś. Natomiast te wszystkie naciski i nakazy mają wewnętrznie dokładnie odwrotny efekt.

Magda: Nieprzypadkowo nazywa się to negatywnym motywowaniem, prawda? W takim razie odbijmy piłeczkę: jakie są, Twoim zdaniem, najskuteczniejsze motywatory życiowe i które z emocji wzmacniają naszą motywację?

Agnieszka: Uczucia radości, wdzięczności, czyli te wszystkie, które uznajemy za pozytywne. Chociaż, gdy się wkurzymy to też zaczynamy działać. Zapytałaś też o motywatory, czyli o wewnętrzne potrzeby. Jest ich właściwie szesnaście zgodnie z tym, co opracował profesor Reiss.

I tutaj nie ma ani lepszych, ani gorszych, tylko tutaj możemy mówić o natężeniu. Żeby zobrazować o czym mówię, to wezmę tutaj jeden z motywatorów: potrzebę uznania. Jeśli ktoś ma wysoką potrzebę uznania, i tu mówimy o natężeniu, to jest to często osoba, która potrzebuje uznania z zewnątrz, pochwalenia, docenienia, słów otuchy, takiego „poklepania po ramieniu”. Tak, jakby nie mogła obejrzeć siebie ze środka, tylko potrzebuje przejrzeć się w czyichś oczach.

Z kolei osoba, która będzie miała niską potrzebę uznania, to jest osoba, która nie potrzebuje tego poklepania z zewnątrz. Ona sama wie, że robi dobrze i w związku z tym nie poddaje w wątpliwość swojego poczucia własnej wartości. Takie osoby też lubią być docenione, szczególnie przez autorytety, ale to nie jest codzienna strawa, której potrzebują. A osoba z wysoką potrzebą uznania będzie tego potrzebować znacznie więcej, znacznie częściej.

To trochę tak, jakbyśmy musieli podlewać kwiaty. Jedne wymagają częstego podlewania, a kaktusy raz na jakiś czas.

Magda: Świetne porównanie! Mówisz o uznaniu, czyli o szukaniu motywacji na zewnątrz. Często szukamy motywacji na zewnątrz wierząc, że wzorując się na kimś sławnym, instalując modną aplikację lub akceptując wyzwanie, którego wszyscy się podejmują, dłużej utrzymamy się w naszym postanowieniu. Naklejamy na ścianę motywacyjne plakaty, wypisujemy motywacyjne hasła i cytaty, tworzymy listy działań.

Tymczasem coraz więcej mówi się właśnie o tym, że bez wewnętrznej motywacji wszystkie te starania prędzej czy później spełzną na niczym. Czy silna motywacja wewnętrzna, determinacja, siła woli, to coś z czym się rodzimy, czy coś co jesteśmy w stanie wypracować? Czy motywacja wewnętrzna to kwestia naszej decyzji, czy kwestia nawyku?

Agnieszka: Faktycznie jest tak, że najbardziej trwałą motywacją jest motywacja wewnętrzna. Rodzimy się z zestawem potrzeb. Czasem jest tak w naszym życiu, że potrafimy je zrealizować lub warunki sprzyjają, żebyśmy te wewnętrzne potrzeby realizowali na bieżąco, a czasem jest tak, że nie. Oczywiście człowiek jest taką osobą, że przystosuje się do wszystkiego, tylko jest wtedy mniej szczęśliwy i mniej ma wewnętrznego flow.

Założenie Michaela Pantalona jest takie, że motywację generalnie mamy, ale do konkretnych rzeczy. Warto tu powiedzieć, że często myślimy o ludziach per zmotywowany, zmotywowana albo nie. Tak, jakby to była cecha charakteru. A to nie jest cecha charakteru. Częściej można powiedzieć, że są to osoby o wysokiej energii. Tylko to zależy od tego, do czego. Bo my do jednych spraw mamy motywację a do innych nie.

Ktoś, kto ma wysoką potrzebę porządku, czyli to natężenie jest wysokie, w naturalny sposób będzie miał wewnętrzną motywację do organizowania sobie przestrzeni w sposób wymagający uporządkowania wszystkiego. Ale nie chodzi tylko o to, że będzie czysto i porządnie, ale też o to, że potrzebny jest zbiór zasad i tacy ludzie bardzo nie lubią, jak to się zmienia.

Z kolei ktoś, kto ma niską potrzebę porządku będzie miał artystyczny nieład, ale też świetnie odnajdzie się w sytuacjach, w których wszystko się zmienia i nic nie jest jasne. Jak mamy COVID-19 w tej chwili, to osobie z niższą potrzebą porządku może być zdecydowanie łatwiej odnaleźć się w świecie, w którym reguły się zmieniają, znikają i nowych jeszcze nie ma.

Wracając do motywatorów czy potrzeb, to wewnętrzna motywacja zależy po pierwsze od naszego DNA motywacyjnego. Druga rzecz jest taka, że nad motywacją do czegoś konkretnego można pracować, bo tak jak powiedział Michael, motywację zawsze mamy do czegoś, przynajmniej taką minimalną, ale pytanie czy to, co chcemy zrobić jest na tyle dla nas ważne i istotne, że sięga gdzieś bardzo głęboko.

I jest do tego zestaw sześciu konkretnych kroków i pytań, którymi można sprawdzić jak bardzo mi na czymś zależy. To może dotyczyć dowolnego obszaru, ale wtedy konkretna jest motywacja do czegoś. Do codziennego wstawiania o określonej godzinie, do tego, aby uczyć się jakiegoś nowego języka. I czasem myślimy: Chciałbym/chciałabym uczyć się języka hiszpańskiego. Ok, a od kogo to zależy czy ty się będziesz uczyć tego języka, czy nie? Tu jest pies pogrzebany.

Czasem myślimy, że zależy to od miliona różnych rzeczy, od rodziny, od pracy. Są takie rzeczy, które w stu procentach zależą od nas, ale też od tego, czy podejmujemy decyzję, że faktycznie tego hiszpańskiego się uczymy czy nie. Potem szukamy, czy nam naprawdę na tym zależy i co wewnątrz może nas pchnąć do tego. Często, gdy pracuję z ludźmi 1:1, to ludzie znajdują za pomocą tych sześciu kroków taki wewnętrzny, głęboki motywator.

To bywa na przykład chęć bycia osobą zrozumianą przez współpracowników. Albo chęć bycia lepszym człowiekiem. Albo chęć bycia lepszym rodzicem. Ale to wymaga odpowiedzi na kilka kolejnych kroków i pytań, żeby w ogóle dokopać się do takiego wewnętrznego motywatora. Bo jeśli chciałabyś jakieś zadania, na przykład wysprzątania garderoby. Mówisz: Bo będzie czysto, bo będę mogła sobie tam zajrzeć, bo będę miała większy porządek. To są rzeczy, które mają zbyt słabą motywację.

Wiemy to na rozum, ale jak tak pogrzebiemy głębiej, to dokopiemy się do jakiegoś wewnętrznego motywatora, który jest silny. Na przykład, jeśli dla matki jest to motywator pod tytułem Bedę lepszą matką, to jest to tak silne, że taka osoba faktycznie bierze się za sprzątanie szafy. To nie jest jakiś określony, zaplanowany moment, kiedy wykonuje to. Po prostu nagle przychodzi jej ta chęć.

Ja takich przykładów i takich klientów mam całe mnóstwo. Przykład nastolatka, który nie chciał się uczyć. Był osobą, która powtarzała już raz rok szkolny. Był na dobrej drodze, żeby powtórzyć go jeszcze raz, więc rodzice byli bardzo zdeterminowani, żeby coś z tym zrobić i poprosili mnie o spotkanie z nim, o sesję.

Po pierwsze, zrozumiałam go. I był bardzo zaskoczony, gdy powiedziałam, że też mu się nie dziwię, że nie chce się uczyć. Bardzo byłam akceptująca dla jego postawy. Potem przeszliśmy przez to, że ja mówię: Co, rodzice czepiają się? To się ciesz, bo jak przestaną się czepiać, to znaczy, że już ich nie obchodzisz. Więc znowu odwróciłam mu sposób myślenia. To był chyba marzec, kiedy z nim pracowałam, więc do czerwca nie miał już za wiele czasu, żeby nadrobić to wszystko. Ale okazało się, że ogarnął się, znalazł sobie swoją własną wewnętrzną motywację, własny powód, dla którego warto było wziąć się do roboty i dostał się do dobrego liceum.

Prowokująco mu pokazywałam, że do zawodówki też może iść. To nic złego! Czasem takie poszerzenie perspektywy, dopuszczenie do tego, że taka osoba może nic nie zrobić, że to też jest OK powoduje dokładnie odwrotny skutek. A my staramy się być mądrzejsi od naszych dzieci, od naszych partnerów, współpracowników i mówić co jest dla nich dobre. I dlaczego.

Magda: To prawda, wierzymy, że dawanie komuś gotowych rozwiązań zmotywuje go do działania, a w rzeczywistości tak, jak powiedziałaś otrzymujemy zupełnie odwrotny skutek. To, co przynosi wymierne rezultaty, to dokopanie się do swojej własnej wewnętrznej motywacji. Z tym, że często zamiast to zrobić, czekamy na właściwy moment, na właściwe miejsce, na właściwe okoliczności. Z drugiej strony mówi się, że każda chwila jest dobra, aby zacząć działać. Jak zmobilizować się do działania tu i teraz? Jak odnaleźć „właściwy przycisk”, który uruchomi w nas chęć, aby zacząć robić to, co odkładamy na później?

Agnieszka: Miłosz Brzeziński mówi, że Jak zaczynasz coś robić, to rób z niechęcią, jeśli ci się nie chce. Faktycznie, skoro mi się nie chce, a potrzebuję coś zrobić, to zaczynam z niechęcią. Potem wpadam w rytm i cały czas to robię. Bywa, że jest to kwestia ustawienia sobie tego, że codziennie przez jakiś konkretny czas robimy to i na początku przychodzi nam to z trudem, natomiast po kilkunastu dniach jest już nawykiem i wchodzi nam to w krew.

Czasem jest też tak, że wewnętrznie nie jesteśmy na coś gotowi, że to nie jest dany moment, dany czas. Bardzo lubię powiedzenie, że Mistrz pojawia się wtedy, kiedy uczeń jest gotowy. Kiedy jesteśmy gotowi na coś, to potrafimy już wiele rzeczy zrobić. Czyli nagle sprzyjają nam okoliczności, pojawiają się właściwi ludzie na naszej drodze i wtedy robimy to.

Myślę, że jeżeli ktoś ma poczucie, że to jeszcze nie jest ten czas, ale nie takie z głowy, z takiego myślenia: Nie, jeszcze się nie nadajesz, jeszcze za głupia jesteś, jeszcze nie wiesz tyle. Czekaj, czekaj…, tylko tak z serca wiesz, że to jeszcze nie jest ten czas, to wtedy być może jeszcze nie jest ten czas. Ale jeżeli czujesz wewnętrznie, że to jest ten czas, warto się wtedy nawet z niechęcią za pewne rzeczy zabrać i sprawdzić, co się stanie. Może warto sobie powiedzieć, że czas i tak upłynie.

Może też być tak, że my naprawdę czegoś nie chcemy, tylko tak sobie myślimy, że fajnie by było. I tu dochodzimy do tego, że warto rozpoznać, czy te chcenia i pragnienia są nasze, czy one są nie nasze. Bo jeśli coś wypada albo dobrze by było już na tym etapie życia, to pewnie to nie jest nasze. I nic dziwnego, że się za to nie zabieramy.

Tutaj dochodzimy do czegoś takiego, co nazywa się ekologia celu. Nie w sensie niskiego spalania, jeśli chodzi o samochód lub segregowania śmieci, tylko wewnętrznie: czy to jest zgodne z moimi wartościami, z moimi potrzebami, czy to jest moje? Jeśli nie jest, to będziemy się okrutnie sabotować. Więc jeśli nie zabierasz się za coś, to sprawdź czy na pewno to jest twoje.

Magda: Bardzo trafna myśl! Zatrzymam się jeszcze na chwilę przy tym, co powiedziałaś o zabraniu się do działania, nawet jeśli na początku pojawia się w nas niechęć. W wielu przypadkach naszym początkowym działaniom towarzyszy ogromna ekscytacja i zapał do pracy, który mija równie szybko, jak się pojawia. Potocznie nazywamy to słomianym zapałem.

W jaki sposób przygotować swoją motywację przed rozpoczęciem działania, aby nie zawrócić na pierwszym zakręcie, aby nasz start nie okazał się falstartem? Czy uważasz, że słomiany zapał to jakiś rodzaj emocji, który możemy zmienić, czy to jest postawa, którą reprezentujemy?

Agnieszka: Do niektórych rzeczy mamy słomiany zapał, a do innych nie. Scenariusze mogą być różne. Albo tam, gdzie jest słomiany zapał, to może być nieekologiczne, niezgodne z nami, niezgodne z naszymi potrzebami. Albo kogoś, coś podziwiamy i chcielibyśmy tak samo, a to też nie jest nasze. Więc się zapalamy i spalamy. Albo zaczynamy, robimy, ale oczekujemy od siebie sto procent. Od razu. Na początku.

Tutaj przejdę do konkretnego przykładu z jednej firmy, gdzie prowadziłam warsztaty z metody Instant Influence. Były to dwa dni w odstępie miesiąca. Na pierwszym warsztacie uczestnicy uczyli się metody, wyznaczali sobie cel, przeszliśmy przez wszystkie kolejne kroki. Ich zadaniem przez ten miesiąc było, żeby wdrożyć w życie jedną rzecz. Ktoś chciał przeczytać książkę, ktoś chciał więcej trenować, ktoś chciał zmodyfikować coś w swoim żywieniu.

I co ciekawego zdarzyło się po miesiącu? Gdy się spotkaliśmy po miesiącu, co było „strasznego” to to, że sto procent osób było przekonane, że im nie poszło. Gdy zaczęłam rozmawiać z nimi 1:1, ale na forum grupy, to okazało się, że każda z tych osób całkiem sporo zrobiła. Część zrobiła połowę, część zrobiła siedemdziesiąt pięć procent, ktoś wykonywał ćwiczenia fizyczne, ale rozchorował się w międzyczasie i zrobił tylko połowę.

Jak na dłoni zobaczyłam, że ludzie oczekiwali od siebie większych rezultatów, niż mogli dostarczyć i poddawali się. Byli zrezygnowani, bo stwierdzili: Nie, nie wyszło, więc to na nic. Gdy z każdym z nich sprawdziłam, że jednak całkiem sporo zrobili i właściwie wystarczyłoby kontynuować, żeby mieć te efekty, o które im chodziło, no bo wszystkie efekty są rozłożone w czasie, to zmieniła im się zupełnie perspektywa i oni też potrafili na siebie spojrzeć inaczej: No tak, przecież faktycznie zrobiłem/zrobiłam dziewięćdziesiąt procent albo osiemdziesiąt. To jest prawie sto!

Tutaj właśnie można by było przyjrzeć się temu, że słomiany zapał, to jest w ogóle fatalne słowo. Takie określenie, że to coś z tobą jest nie w porządku, to twoja wina, że nie wychodzi. A my często mamy nadmierne oczekiwania i trochę tak, jak wielki głaz one cieniem przykrywają wszystko, co zrobiliśmy do tej pory.

Magda: Dokładnie! Część z nas poddaje się, gdy nie widzi natychmiastowych rezultatów. Część z nas poddaje się, gdy po pierwszych próbach nie widzi 100% na liczniku.

Agnieszka: Zobacz, jak mieliśmy skonstruowany system edukacji. Uczniowie oceny dobrej już nie uważają za dobrą. Dobrą oceną stała się bardzo dobra lub celująca. W momencie, gdy podnosimy sobie poprzeczkę kompletnie nieracjonalnie, to tutaj też mieszka demotywacja. Albo wracasz do domu i mówisz:

– Mamo, tato dostałem cztery!

– Dlaczego nie pięć?

Nadmierne oczekiwania tłamszą motywację, ale też powodują, że nam się wydaje, że mamy słomiany zapał.

Magda: Bardzo ciekawie ujęłaś ten temat i muszę przyznać, że daje mi to zupełnie inne spojrzenie na kwestie związane ze słomianym zapałem zwłaszcza, że sama do tej pory uznawałam go za pewien element swojego życia. Spójrzmy teraz na kolejny aspekt problematyki motywacji.

Załóżmy, że rozpoczęliśmy jakieś działanie, otrzymujemy pierwsze zadowalające rezultaty, ale po pewnym czasie siłą rzeczy przychodzi zniechęcenie. Być może dlatego, że wkracza jakaś powtarzalność do tego, co robimy, przyzwyczajamy się do konkretnych rezultatów. Być może dlatego, że chcemy otrzymać więcej niekoniecznie dając od siebie więcej. Być może zniechęcenie przychodzi pod wpływem jakiejś zewnętrznej krytyki. Czy uważasz, że da się temu w jakikolwiek sposób przeciwdziałać? Jak radzić sobie ze zwątpieniem we własne możliwości i umiejętności?

Agnieszka: Po pierwsze, jeśli ta krytyka przychodzi z zewnątrz, to pytanie jest takie: Czy ta krytyka jest konstruktywna? Jeżeli tak, można się przysłuchać. To też zależy od tego, na jakim etapie jesteśmy. Bo czasami jesteśmy na etapie twórczym i na etapie twórczym w ogóle nie należy przyjmować żadnej krytyki ani pytać nikogo o zdanie. Dlatego, że to jest etap, kiedy my dopiero wymyślamy. To jest taka struktura Walta Disneya, że jeśli my na etapie twórczym wymyślamy i pojawi się za wcześnie krytyk, to wszystko nam leci w dół.

A faza wymyślania jest tylko po to, żeby wymyślać. Dopiero w kolejnej fazie można pewne rzeczy uszczuplać, bardziej zracjonalizować. Mój kolega Michał Bukowski mówi, że Łatwiej kijek obcienkować, niż go pogrubasić. I ja to biorę właśnie do tych krytyków, czyli jeśli krytyk za szybko obetnie coś, to siłą rzeczy skrzydełka nam opadają. Radziłabym nie słuchać krytyków. Powiedzieć im: Słuchaj, nie teraz. Ja do ciebie wrócę za kilka dni i chętnie posłucham co masz mi do powiedzenia. Potrzebuję krytyki, ale konstruktywnej.

Często jest tak, że osoby z zewnątrz opowiadają nam o swoich obawach i swoich strachach, a nie o naszych. Warto tu przyjąć perspektywę, że ktoś, kto mówi: Eee, nie, bez sensu, nie da się, nie uda się…to jest jego perspektywa. Z naszej perspektywy może być zupełnie inaczej, bo to my wiemy co się zawiera wewnętrznie w tym, co chcemy zrobić.

Jak się nie poddać? Często potrzebujemy czegoś, co się nazywa quick wins, czyli takie szybkie wygrane. Ja to nazywam efektem papieru ksero. To akurat na przykładzie mojego klienta, który jest kierownikiem i prowadzi bardzo skomplikowany wieloletni projekt budowlany. Tam efekty są rozłożone w czasie i to bardzo mocno. Więc on od czasu do czasu zajmuje się zamówieniem papieru ksero.

Na początku ludzie podśmiewali się z tego: Bez sensu zajmujesz się takimi drobnymi rzeczami. Ale dla niego to był taki quick wins. Dla jego mózgu, umysłu jest to informacja: Coś zrobiłem, mam namacalną rzecz. Zamówiłem papier ksero, papier ksero jest. I nam potrzeba takich namacalnych rezultatów. Nawet, jeżeli to nie jest w tej konkretnej sprawie tego konkretnego celu, nad którym teraz pracujemy, to może da się zrobić coś obok, co będzie takim namacalnym efektem.

Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna ważna rzecz. My coraz częściej mamy rezultaty niematerialne. Wirtualne wręcz. A nasz mózg nie widzi tego jako zrobione. Metaforycznie, jeżeli kiedyś ktoś pracował na roli i w ciągu dnia ukopał daną ilość ziemniaków, to wiedział, że na koniec dnia ma taki rezultat. Czyli wszystkie prace ręczne, robótki ręczne, które teraz wracają sprawiają że nasza głowa rejestruje skutki, efekty.

Magda: Bo je widzimy.

Agnieszka: Tak jest! Bo tak, jak teraz mamy pracę zdalną, część naszej pracy to część czegoś większego, gdzie my nie widzimy tych efektów całościowych. I to jest trudne. Jeżeli nie możemy ich zobaczyć w tym obszarze, w którym bardzo potrzebowalibyśmy je zobaczyć, to może warto zrobić te namacalne efekty tuż obok. Żeby widzieć, że jest postęp. Albo nawet monitorować sobie, ile w tym tygodniu tych konkretnych rzeczy zrobiłam. Nasz mózg wtedy mówi: Aha, wiem, widzę!

Magda: Ma to sens. Tym bardziej, że coraz więcej rzeczy w naszym życiu zamienia się na wirtualne i coraz mniej widzimy efektów naszej pracy mimo, że paradoksalnie pracujemy coraz więcej. Rozmawiałyśmy o krytykach, którzy sabotują nasze pierwsze próby stworzenia czegoś nowego.

Czasami jest też tak, że zaczynając jakieś przedsięwzięcie nie mamy żadnego wsparcia z zewnątrz. Nie mamy nikogo kto nas rozumie, kto nas wspiera, kto nam dopinguje. Czy wierzysz, że można być trwale zmotywowanym do działania bez żadnego wsparcia z zewnątrz? Bez osób, które nas rozumieją, które nam dopingują i które w nas wierzą?

Agnieszka: Nie ma czegoś takiego, jak trwale i to jeszcze zmotywowany, czyli co sugerowałoby cechę charakteru. Nawet samochód wstawiamy do garażu, do warsztatu, na przegląd. Z nami jest dokładnie tak samo. Mam wrażenie, że współczesne czasy mają trochę takie oczekiwania, że będziemy non stop nakręceni, że ta motywacja będzie cały czas na tym samym poziomie energii.

Odnosząc się nawet do COVID-u, ludzie którzy pracują zdalnie znajdują się w nowych okolicznościach, w nowej rzeczywistości, więc ich efektywność może na początku wzrosła, przez pierwsze tygodnie jest inaczej, super, jakoś się można zorganizować. A teraz może spadać. Są firmy, które oczekiwania w stosunku do swoich ludzi też zmniejszyły, a są firmy, które niestety nadal oczekują stuprocentowej efektywności, która w tych warunkach jest po prostu niemożliwa. Znowu wchodzimy w nadmierne oczekiwania.

Nie ma możliwości, abyśmy nieustannie mieli tę samą motywację. Czasem trzeba zrobić sobie przerwę. Coś zostawić na pół dnia albo na dwa dni i wrócić ze świeżym spojrzeniem. Bo wszyscy znamy te historie: siedzimy, już prawie nie widzimy na oczy i mówi się: Im bardziej w las, tym więcej drzew. Już nawet nie rozróżniamy tych drzew, ale jak odłożymy tę pracę na jakiś czas, to faktycznie wracamy ze świeżym spojrzeniem, bo daliśmy czas nawet swojej głowie, żeby poukładała sobie pewne rzeczy.

To wcale nie musi mieć nic wspólnego z motywacją, bo motywację dalej możemy mieć, tylko efektywność nam spadnie z powodu kompletnie innych czynników. Ale potem mówimy: On/ona taki nie zmotywowany/nie zmotywowana.

Magda: Najłatwiej zrzucić wszystko na karb demotywacji podczas, gdy prawdziwe przyczyny mogą leżeć zupełnie gdzieś indziej. Taka sytuacja często ma miejsce w naszych środowiskach zawodowych, ale też w naszych bliskich relacjach z innymi ludźmi. Wydaje nam się, że ktoś jest zdemotywowany, więc próbujemy go zmotywować i dziwimy się, dlaczego pojawia się w nim opór.

Przyszło mi właśnie na myśl to, o czym pisałaś na swojej stronie i co brzmi bardzo autentycznie, a mianowicie, że nie ma nic gorszego, niż uszczęśliwianie ludzi na siłę tym czego nie pragną i nie potrzebują. Jak w takim razie motywować osoby, z którymi żyjemy na co dzień lub z którymi współpracujemy? Czy uważasz, że kwestia zmotywowania innej osoby zależy od niej samej, od jej chęci, gotowości i otwartości na proces motywacji, czy to my używamy niewłaściwych narzędzi do motywowania lub mamy niewłaściwe podejście?

Agnieszka: My! To jesteśmy my. Założę się, że większość z nas – i to nie jest zarzut, bo ja to absolutnie rozumiem – jak nie ma dostępnych innych narzędzi, to korzystamy z tych, które mamy. Czytaj: namawianie. Ja ci powiem, dlaczego masz to zrobić, bo wtedy będziesz…, czyli To ja mam lepszy pomysł na ciebie, niż ty sam możesz mieć. Robimy to szczególnie dzieciom. To też jest ważna rzecz, że my wiemy lepiej od naszych dzieci, wiemy lepiej od naszych partnerów, czyli my z góry zakładamy, że w ich sprawie jesteśmy bardziej kompetentni. Okropne, prawda?

Magda: Bez dwóch zdań.

Agnieszka: No właśnie, tak jest, bo tak nas nauczono. Znowu cofnijmy się lata wstecz i tak jesteśmy nauczeni, że my jesteśmy lepsi od ciebie. Bo tak to trzeba byłoby powiedzieć. Z takim założeniem, jeśli ty idziesz kogoś motywować…ja najbardziej nie lubię słowa Skołczuj go. Ja cię skołczuję. To też jest przemoc słowna. Ja cię zmotywuję. No nie. Nie motywuje się ludzi. To nie jest tak, że się idzie i kogoś pcha.

W motywowaniu tak naprawdę chodzi albo o stworzenie warunków sprzyjających dla danej osoby, w których będzie się dobrze czuła, w których będzie jej dobrze i w których będzie miała flow, albo o zadawanie właściwych pytań. Bo jak zadajesz właściwe pytania, to dostajesz właściwe odpowiedzi. Przykład: Dlaczego tego nie robisz? No i co to pytanie niesie ze sobą? Worek z usprawiedliwieniami. Ale jeżeli pytanie zamienimy na: Ok, a czy jest jakiś jeden powód, dla którego mógłbyś to zrobić? albo Dlaczego mogłabyś to zrobić?, to w głowie przestawia nam się taka wajcha na to, żeby w ogóle pomyśleć w tym kierunku.

Magda: To jest niesamowite, że wystarczy inaczej ubrać w słowa tę samą myśl, aby uzyskać zupełnie odmienny rezultat. Myślę, że to co powiedziałaś mogłoby z powodzeniem zdać egzamin w niejednej firmie, której pracownicy borykają się z problemem niskiej motywacji.

Potwierdzają to badania przeprowadzone w 2010 roku w Instytucie Gallupa, które cytujesz na swojej stronie. Badania te wykazały, że z powodu braku zaangażowania swoich pracowników firmy amerykańskie tracą co roku 300 miliardów dolarów. W jaki sposób, Twoim zdaniem, stymulować motywację pracowników, aby chętnie wykonywali swoje obowiązki i aktywnie angażowali się w wykonywane działania?

Agnieszka: To ja jeszcze dodam do tego, że niedawno spotkałam się z badaniami tym razem na rynku polskim. Wychodziło z nich, że motywacja czy zaangażowanie w firmach polskich to jest mniej, niż jedna trzecia. Jeżeli zaangażowanie spada, to przekłada się na efektywność, a to z kolei przekłada się na pieniądze. Zresztą dzisiaj nawet miałam rozmowę z jednym ze swoich klientów, który jest w stanie dokładnie policzyć ilość godzin, jakie przepalają jego ludzie. Nie chcę powiedzieć, że z braku zaangażowania, bo tam czynniki są bardzo różne.

Zadałaś pytanie: Jak o to zaangażowanie zadbać? Całe clue polega na tym, że nie da się zadbać o zaangażowanie wszystkich tak samo. Do tego doszli już ci, którzy mają systemy kafeteryjne benefitów. Hura! Ktoś kiedyś wymyślił, że jednak ludzie mają różne potrzeby. Niemniej jednak same benefity wcale nie są kluczowe, jeśli chodzi o zaangażowanie i motywację, bo to są tylko takie rzeczy, które nazywa nice to have.

Dużo firm poszło prawie że w licytowanie się, kto ma lepszy pakiet benefitów. Natomiast, jeśli ktoś skupia się na tym, że będzie miał fajny benefit, ale atmosfera w pracy będzie fatalna, albo będzie źle oceniany, albo będzie miał szefa, który nie docenia jego pracy, albo nie mówi o tym, to dokładanie takich dodatkowych elementów wcale nie spowoduje, że ktoś będzie bardziej zaangażowany. Wręcz przeciwnie.

Jak byłam u Michaela Pantalona na szkoleniu, to Michael powiedział bardzo fajną rzecz. Ktoś zadał mu takie pytanie:

Dobrze, jak zmotywować kogoś w kilka minut?

A on mówi:

A jak zdemotywować kogoś w trzydzieści sekund?

Bywa, że jesteśmy w stanie zdemotywować ludzi i podciąć im skrzydła dużo szybciej. Często managerowie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co obcina skrzydła ich ludziom. Pracownicy wielokrotnie powtarzają, że nie są zrozumiani, że szefostwo ich nie rozumie, że nie mają przestrzeni do tego, żeby się rozwijać. I to słowo jest bardzo głębokie, bo dla każdego rozwijanie się może być czymś innym.

Jeżeli znam motywację swoich ludzi, czyli ich wewnętrzne potrzeby i wiem, co dla nich jest ważne, to mogę stworzyć im takie warunki, że będą w stanie produktywnego flow. Takiej produktywnej przyjemności. Szczęścia nawet. Oczywiście polska mentalność często mówi: Tak, ludzie nie mają być szczęśliwi, mają po prostu robić swoje. Ale zaangażowanie zwiększa się wtedy, kiedy ludzie mają poczucie, że praca sprawia im przyjemność. Jednego będzie rajcowało poszukiwanie trzech groszy w tabelkach, bo mam taką znajomą, która jest podekscytowana, kiedy w końcu znajdzie i jej się zgadza, ale dla innej osoby to może się wydawać totalną abstrakcją, bo ją będzie kręciło coś zupełnie innego.

Przykład jednej z firm, w której okazało się, że w całej ogólnopolskiej sieci managerowie, z którymi zarząd regularnie spotykał się mają podwyższoną potrzebę delektowania się jedzeniem. Spotkania powinny odbywać się przy a) dobrej kawie, b) jakiejś przekąsce. To nie muszą być ciastka, to mogą być owoce. Coś takiego, co robi tą atmosferę.

Ale zarząd tego nie wiedział, a sam ma obniżoną potrzebę delektowania się jedzeniem. Na tym tle dochodziło do nieporozumień. Oczywiście nie wiadomo było świadomie, że to była jedna z przyczyn, ale te spotkania były zwykle trudne. To było my-oni. To było takie forsowanie się, przepychanie się.

Magda: Takie sytuacje mają miejsce właśnie wtedy, kiedy mierzymy innych swoją miarą. A Ty bardzo dużo mówisz o tym, że aby wiedzieć czym motywować musimy najpierw poznać drugą osobę, to czego pragnie, do czego dąży i co jest dla niej ważne. W kontekście zawodowym mówisz też o tym, żeby dopasować odpowiedni sposób motywacji do każdego pracownika, prawda?

Agnieszka: A no właśnie! Tutaj zadziała się taka „magiczna” rzecz, że wystarczyło wprowadzić te przekąski, stworzyć inną atmosferę, która była dla tych ludzi kluczowa. I oczywiście to nie jest tak, że rozwiązali wszystkie problemy tego świata, ale stworzyli przestrzeń przyjazną dla ludzi, którzy mają różne potrzeby. Może nie trzeba wszystkim robić testy. Może wystarczy ludzi posłuchać, poobserwować, dowiedzieć się, czego potrzebują wewnętrznie.

Jeśli te warunki są sprzyjające, to metaforycznie trochę tak, jak ryba pływa w wodzie, to ona nie wie, że pływa w wodzie. Ona po prostu w niej pływa. Narzędzia związane z motywacją czy odkrywaniem DNA motywacyjnego pozwalają kreować właśnie taki zbiornik z wodą. Tylko, że każdy ma inny. Jeden będzie potrzebował większego zasolenia, inny jest rybą słodkowodną. Niemniej jednak, jeśli te rybki pływają we właściwych wodach, to robią to z dużą przyjemnością i efektywnością.

A jeśli ta woda jest niewłaściwa, to pierwsza rzecz, jaką się ludzie zajmują to przetrwaniem, a nie efektywnym działaniem, które prowadzi ich do sukcesu. Najpierw trzeba przetrwać.

Magda: Oczywiście! Myślę, że taką kluczową konkluzją tego, co przed chwilą powiedziałaś jest to, że często staramy się motywować innych tym, co nas motywuje. Wierzymy, że wszyscy jesteśmy tacy sami, że tak samo czujemy, tak samo odbieramy świat. 

Agnieszka: Handlowcy to robią. Jeśli dobry handlowiec dobrze rozpoznaje potrzeby, a potrzeby to są właśnie motywatory, to jest w stanie sprzedać każdemu. Dobry produkt oczywiście czy dobrą usługę. A są tacy handlowcy, że jak trafią na swojego, to idzie im dobrze. A jak trafią na klienta o innych potrzebach, to nie są w stanie sprzedać to, co sami cenią.

Magda: Tak, to jest bardzo dobry przykład tego, że wrzucanie wszystkich do jednego worka kończy się fiaskiem zwłaszcza w realiach współczesnego biznesu. Przejdźmy do wisienki na naszym dzisiejszym motywacyjnym torcie, czyli do dwóch fascynujących metod, w których się specjalizujesz.

Czytamy na Twojej stronie, że wystarczy 7-10 min, aby przejść od „Nie mogę, nie chcę, nie potrafię” do „Zrobię to, a mój kolejny krok, to…”. Brzmi jak magiczna recepta. Mowa o Instant Influence, o metodzie, która może skutkować wzrostem skuteczności motywowania aż o 250%. Opowiedz nam proszę więcej o tej metodzie. Jak wprowadzić ją w życie i jak wykorzystać ją do przemiany naszych nawyków motywacyjnych?

Agnieszka: Ona jest prosta, ale jak wszystko co proste niekoniecznie musi być łatwa. Łatwa będzie dla osób, które poznają ją dość dobrze i nie tylko przeczytają sześć pytań w książce, odhaczą je i powiedzą: Nie, to nie działa. Wydaje się magiczną różdżką, a tak naprawdę jest zgodna z tym, jak funkcjonuje nasz mózg, czyli go nie przestrasza. To jest pierwsza rzecz.

Jeśli chcemy kogoś do czegoś zachęcić, to ważne, żeby go nie przestraszyć i nie zmuszać. To jest autonomia, czyli niezależność. Poszanowanie niezależności swojej albo drugiej osoby. Bo jeśli ja pracuję tą metodą ze sobą samą, to pierwsza i najważniejsza rzecz, to uznać, że ja nic nie muszę. Ale mogę. Bo jeżeli ja muszę, to sam fakt, że tak myślę powoduje opór. I to jest czasem trudne dla ludzi. Dlatego mówię, że metoda jest prosta, ale nie łatwa.

Magda: Tak się właśnie przyjęło mówić, że to co proste jest najtrudniejsze.

Agnieszka: Generalnie życie jest bardzo proste, tylko niekoniecznie łatwe. Tak samo, jeśli chcemy czegoś od drugiej osoby, to zgoda we własnej głowie, tak wewnętrznie, że ta druga osoba jest niezależna ode mnie i ma prawo podejmować niezależne decyzje jest najtrudniejsza. Pytanie, jakie otrzymuję od managerów, których uczę tej metody jest takie:

No dobra, ale jak mam mu powiedzieć, że nie musi tego robić, skoro on musi to zrobić?

A no właśnie! Ja mówię:

A robi?

No nie.

To co masz do stracenia?

I dopiero wtedy zaczynamy budowanie przestrzeni, czyli autonomia jest szalenie ważna. Bez niej zawsze będzie ucieczka.

Kolejne kroki oparte są o pytanie: Dlaczego? Ale nie takie „dlaczego” jak wcześniej, czyli: Dlaczego tego nie robisz?, bo to pytanie nie buduje motywacji, tylko o takie pytanie „dlaczego”, które szuka powodów, dla których pewne rzeczy warto zrobić. Tam jest też pytanie o gotowość do realizacji celu. Na przykład w przypadku ćwiczeń fizycznych zwykle mówimy Bo będę lepiej się czuła, będę miała lepszą figurę, będę zdrowsza. I nie działa, prawda?

Magda: Prawda!

Agnieszka: A no właśnie! Bo jakoś ludzie nie zabierają się do tego. Na jednej z konferencji, to było chyba w 2015 roku, miałam opowiedzieć o tej metodzie i postanowiłam to zrobić na przykładzie biegania. Chciałam wrócić do biegania, od kilku lat nie biegałam, więc pomyślałam sobie: Dobrze, to w takim razie dwie pieczenie na jednym ogniu. Opowiem o tej metodzie i pokażę na przykładzie.

Przed grupą stu pięćdziesięciu, stu sześćdziesięciu osób na samym końcu doszłam do tego, że dzięki bieganiu będę miała lepszą relację ze swoim dzieckiem. Jak o tym opowiadam, to brzmi to rzeczywiście, jak magiczna różdżka, ale tydzień później, jadąc do Warszawy nie miałam butów do biegania i nagle mnie tknęło, zadzwoniłam do przyjaciółki, pytając czy mi pożyczy buty do biegania.

Po warsztatach, w których byłam uczestnikiem i na których było bardzo intensywnie, kładliśmy się spać o drugiej w nocy, a już o ósmej rano wstawałam, zakładałam buty i biegłam pierwsze dwa kilometry. Potem zapisałam się na jakiś bieg w Warszawie, a półtora roku później przebiegłam maraton w Nowym Jorku. Celem nie było dla mnie przebiegnięcie maratonu, tylko celem dla mnie był powrót do biegania.

To, że ja tę wartość odszukałam, to jest bardzo silna rzecz, to jest taki drive, który cię ciągnie. Michael tą metodą wyprowadza ludzi z uzależnień, czyli doszukuje się ważnego powodu. Pierwsze jest uznanie niezależności i autonomii: Ja mam wpływ na to, czy to zrobię czy nie. I nie będę usprawiedliwiać się.

Z dziećmi jest dokładnie tak samo. My ciągle na te dzieci najeżdżamy i mówimy im, co mają robić, a czasem wystarczy odpuścić, poszerzyć perspektywę i dzieci często zrobią to dla siebie. Ewa Błaszczak używa takiego skrótu PCIT – Po Co Im To lub PCMT – Po Co Mi To.

Magda: To tak, jak zachęca tytuł jednej z książek, którą aktualnie czytam Zaczynaj od dlaczego. Bardzo utkwiło mi w głowie też stwierdzenie, że aby umieć zmotywować siebie, trzeba najpierw poznać siebie. O tym właśnie mówi druga ze wspomnianych metod, czyli Reiss Motivation Profile. Pozwala ona na odkrycie, w jaki sposób motywować się i podejmować decyzje zgodnie z naszymi wartościami. Na czym polega z kolei ta metoda i jakie wartości charakteryzują silnie zmotywowaną osobę?

Agnieszka: To jest badanie, profilowanie, sprawdzanie DNA motywacyjnego, gdzie mamy szesnaście motywatorów o różnym natężeniu. To trochę tak, jakbyś miała swój unikalny odcisk palca. Na przykład osoba kreatywna, to jest często osoba, która ma niską potrzebę honoru, czyli wywraca zasady do góry nogami, najczęściej ma niską potrzebę porządku i ma niską potrzebę uznania, czyli nie obchodzi jej za bardzo zdanie innych. Handlowcy najlepsi są wtedy, kiedy mają niską potrzebę uznania, ale za to dużą potrzebę kontaktów z ludźmi.

Jeżeli ja znam te kombinacje motywatorów i natężenia, ten profil pokazuje mi, w jaki sposób dochodzi do pewnych działań, czyli z jakich powodów. I tu jest szesnaście takich niuansików, które jak się dobrze połączy, to dokładnie wiem, co zaproponować takiej osobie, żeby to było zgodne z jej DNA. I wtedy ona to zrobi. Ale nie dla mnie. Dla siebie.

Magda: No tak, bo przecież wszystko co robimy, robimy dla siebie. A skoro mowa o sobie, to powiedz mi, w jaki sposób Ty się motywujesz? Które techniki są w Twoim życiu najbardziej skuteczne? Co robisz w kryzysowych chwilach, gdy bez końca odkładasz coś na później lub masz ochotę się poddać?

Agnieszka: Absolutnie daję sobie zgodę na to, że może mnie coś nie kręcić lub mogę do czegoś nie mieć chęci. Potem sprawdzam, czy ja to potrzebuję zrobić, sprawdzam co stoi za tym, czyli jeśli zrobię to, czego nie chcę lub nie lubię za bardzo, to czy będę miała dzięki temu jakiś konkretny efekt. Tu się przyznam, uwaga robię taką odsłonę: nie mam najwyższej potrzeby porządku, raczej uśrednioną, co oznacza, że jeśli muszę coś uporządkować, to raczej musi za tym stać coś jeszcze głębszego.

Na przykład moja aktywność fizyczna. Ostatnio tak było, że jak odgruzuję piwnicę, to wyjmę rower i dzięki temu pojadę na ten rower. Patrzę na to, co jest silniejszego i to sobie ustawiam jako azymut. Bo porządek wysoki nie jest wystarczająco mocnym motywatorem, ale już aktywność fizyczna jest dużo większym.

Albo na przykład ciekawość. Bardzo lubię dowiadywać się różnych rzeczy, czytać, rozpoznawać, sprawdzać. Dostarczam sobie tego na tyle, żeby to było dla mnie interesujące i potem przechodzę do działania.

Gdy motywuję się lub szukam motywacji, to zawsze sprawdzam, co mnie w tym kręci, co w tym jest dla mnie. Nawet jeśli nie tu, to w efekcie, w finale. A jak mi się naprawdę nie chce, to odpoczywam i daję sobie też prawo do nierobienia. Czasem trzeba sprawdzić ekologię tego celu, czy to jest rzeczywiście dla mnie, czy ja to naprawdę chcę robić.

Żyjemy w kulturze, uwaga brzydkie słowo, ale zmiękczone, „zapierniczania” i bycia wiecznie zajętymi. Jak ktoś nie jest zajęty, to coś z nim jest nie tak. Ale jak jesteśmy wiecznie zajęci, to nie przychodzą dobre pomysły. Nie przychodzą rozwiązania. One przyjdą wtedy, kiedy mają wolną głowę. Im bardziej sami siebie batożymy, tym mniej motywacji mamy, bo ona umiera pod wpływem naporu.

Magda: Agnieszka, pięknie Ci dziękuję za bezcenną wiedzę, którą się z nami dzisiaj podzieliłaś i zastrzyk ogromnej motywacji, którą dostaliśmy dzięki Twoim inspirującym przemyśleniom. Takim ważnym przesłaniem, jakie możemy dzisiaj wynieść to to, że nie musimy motywacji szukać daleko. Motywacja jest w nas i wszystko, czego potrzebujemy, aby utrzymać ją przez długi czas również jest w nas. Musimy tylko wiedzieć, dlaczego chcemy coś zrobić, co chcemy osiągnąć i przypominać sobie o tym w kryzysowych momentach.

A to czego zdecydowanie powinniśmy się strzec to nadmierne oczekiwania i porównywanie się z ludźmi, którzy tak naprawdę mogą mieć zupełnie inną ścieżkę, niż nasza. To co ja też wynoszę dla siebie z naszej rozmowy to to, że motywacja nie zawsze jest kolorowa, nie zawsze jest pełna fajerwerków i optymizmu. Czasami motywacja wymaga, aby zrobić coś pomimo niechęci, która się w nas początkowo rodzi, jeśli to jest dla nas naprawdę ważne. Motywacja to ciągłe szukanie siebie i odpowiadanie sobie na pytanie: Po co ja to robię?

Agnieszka, gdybyś Ty miała podsumować w kilku zdaniach to, o czym dzisiaj rozmawiałyśmy, co poradziłabyś osobom, którym zależy na odnalezieniu wewnętrznej motywacji, codziennym pielęgnowaniu jej i sprawieniu, aby utrzymała się jak najdłużej?

Agnieszka: Zmienić słowo muszę na potrzebuję chociażby. Albo na mogę, chcę. Czyli język. Nie zdajemy sobie do końca sprawy z tego, że język ma przeogromną siłę. Jak ktoś oglądał film o Freddie’m Mercury, to tam ojciec Freddie’go powtarza właściwie cały czas jedną kwestię: Dobre myśli, dobre słowa, dobre czyny.

To co masz w głowie przekłada się na słowa, które wypowiadasz, a słowa wiążą się ściśle z działaniem bądź nie. Więc to jest ważna rzecz: uważać na myśli i modyfikować je. Pozbyć się poczucia winy, że czegoś nie zrobiliśmy. Zamienić to poczucie winy na odpowiedzialność. Pamiętajcie, że żyjemy w takiej kulturze, gdzie to poczucie winy jest nam wtłaczane. Wolę, żebyśmy się czuli odpowiedzialni. To prowadzi do działania. Odczepić się od siebie na chwilę. My naprawdę nic nie musimy. Bo my się strasznie czepiamy siebie albo innych ludzi. Jak coś chcemy od partnerów, od dzieci, to często żądamy.

Przypominam sobie, jak mój syn był mniejszy i miał na podłodze rozsypane klocki Lego, a ja chciałam, żeby to posprzątał. Zajrzałam do jego pokoju i powiedziałam: Hmm, nie wiem, jak ci dzisiaj przeczytam na noc bajkę. On spojrzał na mnie zdziwiony. Mówię: Zobacz, co tu jest na podłodze. Ja nie mam jak dojść do łóżka. Gdy zajrzałam cztery czy pięć minut później do pokoju, to wszystkie klocki były rozsunięte na prawą i lewą stronę, a ja miałam ścieżkę do łóżka. Odwołałam się do korzyści, ale nie mówiłam mu co ma zrobić. Ja tylko wiedziałam na czym mu zależy, czyli na czytaniu bajki. On sam znalazł sposób.

Zacznijmy myśleć i zastanawiać się, co jest ważne dla mnie, jeśli chodzi mi o moją własną motywację albo co jest ważne dla mojego partnera, dziecka, współpracownika.

Magda: Dziękuję Ci jeszcze raz za Twoje wartościowe refleksje. Powiedz nam jeszcze na koniec, gdyby ktoś chciał skontaktować się z Tobą, umówić na konsultację, wziąć udział w warsztatach lub szkoleniach, które organizujesz, w jaki sposób można Cię znaleźć?

Agnieszka: Najprościej na stronie agnieszka-maruda.pl, można mnie też znaleźć na LinkedInie – Agnieszka Maruda-Sperczak. Mam to szczęście, że moje nazwisko jest dość charakterystyczne i nie ma zbyt wielu osób o tym nazwisku. Można mnie też znaleźć na Facebooku. A jak już ktoś kompletnie zapomni o tym, to wystarczy wpisać moje imię i nazwisko w wyszukiwarkę Google i też sporo linków, sporo miejsc się tam pojawi.

Magda: Super, jeszcze raz ogromnie Ci dziękuję za poświęcony czas i za przyjęcie zaproszenia do podcastu Master Your Emotions!

Agnieszka: Dziękuję!


Dziękuję Wam za wysłuchanie piątego podcastu Master Your Emotions. Zachęcam Was do podzielenia się swoimi przemyśleniami na adres mailowy: podcastmasteryouremotions@gmail.com oraz do regularnego odwiedzania strony www.masteryouremotions.pl, gdzie zachęcam do zasubskrybowania kanału z nowymi podcastami, jak również do polubienia mojej strony na Facebooku. Zapraszam do wysłuchania kolejnego podcastu, który ukaże się już niebawem. A tymczasem żegnam się z Wami i do usłyszenia!

Leave a Reply

%d bloggers like this: