MYE 004: Jak Akceptować Swoje Emocje i To Na Co Nie Mamy Wpływu | Marcin Nowacki

Kliknij poniżej, aby odsłuchać podcast!

W tym odcinku gość poleca książkę:

W pułapce myśli. Jak skutecznie poradzić sobie z depresją, stresem i lękiem

W dzisiejszym odcinku mam ogromną przyjemność gościć Marcina Nowackiego, doświadczonego managera, psychologa i coacha, który swoją pracę poświęca czterem niezmiernie ważnym współcześnie filarom: coachingowi biznesowemu, life coachingowi, rozwojowi osobistemu i uważności. Marcin jest współtwórcą Instytutu Rozwoju „W Przestrzeni”, prowadzi liczne warsztaty, cotygodniowe spotkania „Wprowadzenie do uważności” oraz zajęcia z Psychologii ze studentami na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii na Uniwersytecie Wrocławskim.

O czym będziemy rozmawiać dzisiaj z Marcinem? Porozmawiamy o tym, jak nauczyć się akceptować nasze emocje i to na co nie mamy wpływu. Marcin wyjaśni nam:

  • w jaki sposób blokowanie emocji szkodzi naszemu zdrowiu psychicznemu
  • jak można doświadczać bólu i nie cierpieć
  • jak wypracować mniejszą reaktywność na negatywne emocje
  • co zrobić ze sprawami, z którymi nie da się nic nie zrobić.

Zapraszam do wysłuchania rozmowy i do komentowania!

Magda: Cześć Marcin!

Marcin: Cześć!

Magda: Marcin, ogromnie się cieszę, że mogę gościć Cię dzisiaj w podcaście „Master Your Emotions” i dziękuję Ci za przyjęcie zaproszenia! Po lekturze artykułów, których jesteś autorem, jestem bardzo zainspirowana Twoim sposobem postrzegania rzeczywistości, zwłaszcza takim silnym fokusem na tu i teraz. Widać bardzo wyraźnie, jak ogromną rolę odgrywa w Twoim życiu uważność, jak często podkreślasz jej wartość i jak znacząco wpłynęła na zmianę Twojego życia.

Równie ważnym aspektem, do którego często się odnosisz jest terapia akceptacji i zaangażowania i to jej chciałabym poświęcić dzisiejszy odcinek. Liczę na to, że uchylisz nam rąbka swojej szerokiej wiedzy w tym temacie, podzielisz się z nami swoim doświadczeniem i pokażesz nam, w jaki sposób możemy rozpocząć pracę nie tylko nad akceptowaniem naszych emocji, ale też akceptowaniem tego, czego nie możemy zmienić, na co nie mamy wpływu oraz co jest poza zasięgiem naszego działania.

Marcin: Jasne!

Magda: Marcin, odniosę się w pierwszej kolejności do tego, z czym aktualnie wszyscy się mierzymy. Żyjąc w czasach koronawirusa i kwarantanny domowej, znaleźliśmy się w dość nietypowej sytuacji, kiedy bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej musimy stawić czoła nie tylko nowym okolicznościom, ale przede wszystkim sobie samym, swoim uczuciom i emocjom, od których tak naprawdę ciężko jest uciec, gdy jest się zamkniętym w czterech ścianach.

Wielu z nas odczuwa niepokój, myśląc o przyszłości. Zadajemy sobie pytania: Kiedy to się wreszcie skończy? Jak będzie wyglądało moje życie i świat dookoła mnie? Czy odzyskam pracę? Czy będę mógł żyć tak, jak dawniej? Jak możemy poradzić sobie z lękami i z niepewnością, która atakuje nas ze wszystkich stron? Jak opanować stres i przywrócić spokój naszym emocjom?

Marcin: Bardzo ciekawe pytanie. Użyłaś takiego sformułowania stawiać czoła emocjom. Ono brzmi dla mnie dość konfrontacyjnie. W obszarze uważności czy terapii akceptacji i zaangażowania mówimy raczej o obserwowaniu, o zaakceptowaniu emocji, niż panowaniu nad nimi. Moje doświadczenie w pracy psychologa i psychoterapeuty w trakcie szkolenia pokazuje, że nad emocjami nie da się panować. To jest strategia, która działa tylko na krótką metę.

W emocjach jest pewna mądrość. Stres, o którym mówisz, też nam coś wskazuje. On znikąd się nie bierze. I teraz pytanie, czy ten stres jest taki bardziej pierwotny, związany z jakąś sytuacją, która faktycznie ma miejsce, czy on wynika z naszych myśli. Tak jak powiedziałaś, obecna sytuacja to jest jeden wielki niepokój. Jedna wielka niepewność. Życie skonfrontowało nas z tym, że tak właśnie wygląda: że jest niepewne, że próba znalezienia jakiś stałych punktów zawsze idzie na marne.

Życie jest procesem. Życie jest zmianą. Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana. To oczywiście wzbudza w nas niepokój, wzbudza w nas lęk. Wymieniłaś dużo pytań, które każdy z nas sobie zadaje. Kiedy to się skończy? Jak będzie wyglądało moje życie? Jak świat się zmieni? Jak gospodarka się zmieni? Co z moją pracą? Tak jak to jest z emocjami: może jest jakaś możliwość, aby dać tym pytaniom przestrzeń. Niekoniecznie wikłać się w te myśli. Niekoniecznie odpowiadać sobie na nie od razu. Nie iść za najbardziej negatywnym scenariuszem, który nam umysł podpowiada: że nigdy się nie skończy albo że gospodarka się zawali.

Nasz umysł ma często tendencję do podsuwania, do suflowania czarnych, najczarniejszych scenariuszy jak z horroru. Może jest możliwość, żeby zrobić przestrzeń na te myśli. Po prostu je obserwować. Terapia akceptacji i zaangażowania, której bardzo ważną częścią jest praktyka uważności, pozwala nam spojrzeć trochę z dystansu na to, co dzieje się w nas. Zwłaszcza w takiej sytuacji, jaka ma teraz miejsce, gdzie jesteśmy w pewien sposób siłą do tego zmuszeni.

Magda: Mówisz o tworzeniu przestrzeni jako formy spojrzenia z dystansem na nasze emocje. Natomiast to, co jest charakterystyczne dla kryzysowych momentów, to natłok chaotycznych i negatywnych myśli, które często paraliżują wszelkie próby przeprocesowania tego, co dzieje się wokół nas i w nas.

Jakie podejście rekomendujesz osobom, które zmagają się z tym problemem? Czy tworzenie przestrzeni jest dla nich szansą na racjonalne podejście do przeżywania swoich emocji, czy może też być w pewien sposób zagrożeniem, bo otworzenie się na te wszystkie chaotyczne i negatywne myśli sprawi, że ktoś nie poradzi sobie sam i ugnie się pod ich ciężarem?

Marcin: Ja zacznę od myśli, bo trochę inaczej sytuacja wygląda w kontekście myśli, a trochę inaczej w kontekście emocji. Chociaż myśli i emocje są jakąś formą naszych zachowań. Pytanie brzmi: Co mi dają te myśli? Patrząc z takiego zupełnie funkcjonalnego punktu widzenia: Czy te myśli zbliżają mnie do pełnego i godnego życia, czy mnie od niego oddalają? Czy psują mój nastrój? Jeżeli pogarszają mój nastrój, jeżeli funkcjonuję gorzej z ich powodu, to mam wybór, czy poddaję się tym myślom, czy wchodzę w nie całym sobą i zaczynam je postrzegać, jak rzeczywistość. Jedyną, której nie ma tak naprawdę, bo nasze myśli nie są rzeczywistością.

Ta przestrzeń, ta perspektywa, o której mówię to jest tak, jakbyśmy oglądali straszny horror w telewizji. Siedzisz 20 cm przed ekranem telewizora i w pewnym momencie zaczyna ci się wydawać, że twoje życie tam się dzieje. Tak jest, gdy siedzimy w kinie i film potrafi nas pochłonąć.

Nie mamy wpływu na myśli. One będą w takiej czy innej formie pojawiać się i nie da się ich kontrolować. Zresztą mówi o tym bardzo znany psychologii efekt ironiczny. Jeśli Cię poproszę, żebyś nie myślała o niebieskim słoniu, to możesz się wysilać jak najbardziej potrafisz, ale o tym słoniu będziesz myśleć coraz bardziej. Próba walki z myślami, kontrolowania ich powoduje, że się jeszcze bardziej wzmagają.

Wracając do metafory horroru i telewizora, to sytuacja wygląda tak, że my się możemy oddalić od telewizora. On będzie grał tam dalej, nie da się go wyłączyć. Ale możemy też zobaczyć, że oprócz tego telewizora jest dużo innych rzeczy. Mi jest teraz bardzo łatwo, bo jak rozmawiam z Tobą, to siedzę i za oknem mam park, zielone drzewa, które się bujają. To mi pokazuje w taki fizyczny sposób jak to zrobić. Mam tutaj ekran komputera i mogę się wciągnąć w patrzenie w komputer albo mogę popatrzeć w górę, popatrzeć na chmury, które przesuwają się na niebie, popatrzeć na drzewa. To już jest troszeczkę inna perspektywa.

To, że nam się wydaje, że myśli są naszym życiem, to jest ułuda. Gdyby tak było, to bym sobie wymyślił na przykład milion dolarów.

Magda: Użyłeś bardzo fajnego porównania i myślę, że w taki właśnie sposób często komplikujemy sobie to jak widzimy nasze emocje, to jakie znaczenie im przypisujemy i to jak czasami kreujemy coś, co tak naprawdę nie istnieje. Powiedziałeś przed chwilą, że nie da się kontrolować emocji.

To przypomniało mi o innym stwierdzeniu, którego kiedyś użyłeś i które bardzo mnie zaintrygowało, a mianowicie, że emocjami nie da się zarządzać a przynajmniej nie powinno się. Co w takim razie zrobić, jeśli dochodzi w nas do kumulacji negatywnych emocji? Bywa tak, że czasami zarówno bezpośrednie uzewnętrznienie ich, jak i tzw. „duszenie w sobie” może przynieść katastrofalne rezultaty. W jaki sposób radzić sobie z nimi?

Marcin: Można próbować zarządzać emocjami, można próbować też tłumić je. W zależności od człowieka, od typu osobowości to jakiś skutek przyniesie, ale tylko krótkoterminowy, bo długoterminowo przyniesie wyłącznie straty.

Weźmy przykład złości, która jest bardzo ważną emocją. Pozwala nam stawiać granice i sięgać po coś, na czym nam zależy. Tłumienie złości, takiej adekwatnej reakcji w momencie, gdy ktoś narusza nasze granice, gdy ktoś wchodzi na nasz ogródek powoduje, że to się kumuluje tak, jak powiedziałaś. To jest tak, jakby naciągała się taka żyłka. Ona naciąga się coraz bardziej, coraz bardziej, coraz bardziej, aż w końcu musi strzelić.

Bardzo mi się spodobało porównanie, jakie niedawno znalazłem. Wyobraź sobie, że trzymasz balonik pod wodą. Im mocniej go tam będziesz wciskać, tym większy opór będzie, tym bardziej będzie chciał wyjść na powierzchnię. To jest jedna rzecz, a druga rzecz jest taka, że jak będziesz trzymać ten balonik pod wodą, to będziesz miała zajęte ręce, będziesz miała zmęczone ramiona i kark. Jeśli poproszę Cię w momencie, kiedy trzymasz ten balonik, żebyś przytuliła kogoś, to powiesz: Przepraszam, nie mogę, bo trzymam balonik z emocjami.

Podałaś dwa przeciwstawne bieguny: bezpośrednie uzewnętrznienie i duszenie w sobie. Z tych dwóch rzeczy wybrałbym bezpośrednie uzewnętrznienie, ale w taki świadomy sposób. Czyli mając przestrzeń na to, że ja mogę czuć różne rzeczy, pojawia się przestrzeń między bodźcem a reakcją. Gdy pojawia się bodziec, który uruchamia we mnie jakąś emocję, to nie muszę automatycznie, nawykowo zareagować, na przykład wybuchem, tylko mogę zauważyć, że to się wydarzyło. Zauważyć, że mam to w sobie i z tej pozycji podjąć decyzję, żeby się tym zająć.

Semantycznie brzmiałoby to tak, jakbym powiedział, że jestem wściekły. Wtedy jest jakieś „ja”, które jest wściekłe. Całość mojego „ja” jest wściekłością. Więc jestem wściekły, to jest jedna perspektywa, a druga perspektywa, to jest czuję złość albo pojawiła się we mnie złość. Już nawet w warstwie językowej to tworzy tę przestrzeń. Tak samo z myślami, bo mogę myśleć o sobie, że jestem głupi i wtedy ta myśl jest moją rzeczywistością, a ja siedzę tutaj taki głupi. Ale mogę zauważyć, że pojawiła się myśl, że jestem głupi i przyjrzeć się tej myśli: skąd ta myśl się wzięła, jaki kształt ma ta myśl, jaki ciężar.

Magda: Czyli sugerujesz, żeby postawić się w roli takiego obserwatora swoich myśli i emocji, prawda?

Marcin: Koniecznie! Patrzę tutaj na niebo, które mam przed nosem i to jest też dobra metafora. Można obserwować te myśli, jak przesuwające się chmury na niebie. Tam wyżej jest błękitne niebo, które to wszystko obejmuje. Może być tak, że tu na ziemi pada deszcz, jest jakaś wichura, ciemne chmury, ale jak wystartujemy samolotem i przebijemy się przez te chmury, to trafimy na błękitne niebo. Więc to jest dokładnie to, o czym mówisz.

Magda: Czyli jesteś bardziej za tym, aby bezpośrednio uzewnętrznić te emocje, ale tak, jak powiedziałeś w taki bardziej świadomy, zrównoważony sposób, niż dusić je w sobie. Myśląc o tym duszeniu emocji jako pewnego rodzaju formie ucieczki od siebie, jako obawie przed skrzywdzeniem kogoś lub jako braku umiejętności komunikowania swoich uczuć, przyszło mi na myśl to, co napisałeś w jednym ze swoich artykułów.

Uderzył mnie w nim fragment, w którym mówisz, że można doświadczać potwornego bólu i nie cierpieć, jak również można potwornie cierpieć, nie doświadczając bezpośrednio bólu. Wiele osób potwornie cierpi, dusząc swoje emocje. Powiedz nam, jak doświadczać bolesnych emocji i nie cierpieć?

Marcin: To sformułowanie, którego użyłem wywodzi się sprzed paru tysięcy lat, bo o ile się orientuję jego korzenie są buddyjskie. W takim wzorze na cierpienie możemy powiedzieć, że ból i cierpienie są trochę różne, bo ból jest w pewien sposób obiektywny. W życiu ból jest konieczną częścią. Łączy się ze wszystkim, co jest ważne dla nas. Każda rzecz, którą chcemy osiągnąć łączy się z jakimś bólem.

Jak chcemy przebiec maraton, to musimy się przygotować na ból treningów i startu. Z drugiej strony, jeśli odczuwamy ból, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pod tym bólem kryje się coś ważnego dla nas. W tej filozofii, o której mówię, nie mamy żadnego wpływu na ból. Ale mamy wpływ na cierpienie. To, w jaki sposób przeżywamy, doświadczamy tego bólu.

Ten wpływ mamy przez opór. Cierpienie powoduje nasz opór przed bólem. Im większą mamy akceptację dla tego, że ten ból jest, tym mniej cierpimy. W ACT często używamy metafory radia, które ma dwa pokrętła. Jednym pokrętłem jest ból. Przy czym tym pokrętłem nie da się kręcić. Drugim pokrętłem jest nasz opór. Nim możemy dowolnie kręcić, co powoduje, że nasze cierpienie się zmniejsza.

Znam sytuacje osób, które przeżywały potworny, niewyobrażalny ból. Psychiczny i fizyczny. Ten ból w pewnym sensie w całości ich wypełniał. I w jakiś magiczny sposób oni przestawali cierpieć. Nawet w tym bólu udawało im się odnaleźć spokój. To naprawdę bardzo dużo zależy od oporu. Czasami sytuacje, na które w ogóle nie zwrócilibyśmy uwagi, mogą powodować nasze cierpienie. W tym sformułowaniu chodziło mi głównie o ten buddyjski wzór na cierpienie: ból razy opór równa się cierpienie.

Magda: To cierpienie najczęściej pojawia się w sytuacjach, które są dla nas dość nieprzewidywalne. Samo życie jest pełne niespodzianek. Nie zawsze przyjemnych. Jesteśmy stale zaskakiwani przez wydarzenia, które ciężko jest przewidzieć. Mówi się: oczekuj na najlepsze, bądź przygotowany na najgorsze. Czy uważasz, że jest możliwe, aby przygotować się na wszelkie możliwe scenariusze tego, co może się wydarzyć w naszym życiu czy bardziej efektywne jest pełne otwarcie się na to, co przynosi życie?

Marcin: I jedna, i druga perspektywa nie są do końca zdrowe. Bo oczywiście nie da się na wszystko przygotować. Gdy słyszę takie pytanie, zawsze przypomina mi się mój ulubiony cytat z Woody Allena: Jak chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz mu o swoich planach. Tak, jak powiedziałem życie jest zmianą. Życie jest procesem. Sytuacja, która obecnie ma miejsce już chyba bardziej dosadnie nie może pokazać, że nie mamy wpływu na większość rzeczy.

Bardzo ważne jest odróżnienie rzeczy, na które mamy wpływ od tych, na które nie mamy wpływu oraz skupienie swojej uwagi i energii na tym malutkim kawałku, na który mamy wpływ. Życie w takim pełnym otwarciu: wszystko to, co się pojawi, to przyjmuję, brzmi fajnie, ale jest mocno idealistycznym podejściem. Poznałem w życiu kilka osób, które prezentowały taką postawę. Zawsze mam poczucie, że to jest prezentowanie postawy, a nie faktyczna postawa.

Obecne są w nas lęki, dawne zranienia, czułe miejsca. Wchodzenie w życie z takim pełnym otwarciem nie jest najmądrzejsze. Natomiast, mając kontakt ze sobą i wiedząc, gdzie są moje czułe miejsca, mogę się lepiej nimi zaopiekować i chronić je w tej konfrontacji. Nie chciałbym tutaj wejść w teoretyzowanie: Tak, bądźmy gotowi na wszystko, co nas spotka.

Często ta uważność, ten mindfulness lub bardziej McMindfulness jest kojarzony z taką postawą. Ona jest mi daleka. Bo jeśli ktoś mnie atakuje, jeżeli ktoś narusza moje granice, moim zadaniem nie jest zamykać oczy i udawać, że to nie ma miejsca, czy tolerować to. W akceptacji tego, co czuję, czyli na przykład złości, czasami trzeba walczyć o pewne rzeczy. To też jest naturalna postawa. Także odpowiadając na Twoje pytanie, powiedziałbym, że byłbym tak pomiędzy. Na pewno bliżej tego otwarcia.

Na część rzeczy możemy się przygotować. Materialna warstwa też jest istotna, bo nie mieszkamy w jaskiniach czy w lesie, mamy kredyty. Pewne rzeczy trzeba planować, o pewnych rzeczach myśleć, tylko nie przesadzajmy z tym. Tak, jak powiedziałem: odsiewajmy te rzeczy, na które mamy wpływ od tych, na które nie mamy.

Magda: No właśnie, mówisz o odsiewaniu tego, na co mamy wpływ od tego, na co nie mamy, czyli skupieniu się na tym, gdzie możemy rzeczywiście działać. Natomiast wielu ludziom brakuje obecnie motywacji do działania, bo czują, że ich życie się w pewnym sensie zatrzymało.

Wiele osób ma wrażenie, że życie przelatuje im między palcami, co staje się jeszcze bardziej odczuwalne, gdy jest się zamkniętym w czterech ścianach. Skąd czerpać motywację do tego, aby nie tylko przetrwać, ale też efektywnie funkcjonować w obecnych warunkach? Jak realizować swoje cele, biorąc pod uwagę aktualne ograniczenia?

Marcin: Myślę, że wbrew pozorom obecna sytuacja może bardzo sprzyjać motywacji. W bardzo dużym uproszczeniu możemy mówić o motywacji wewnętrznej i motywacji zewnętrznej. Warto to oddzielić w tym miejscu, bo czerpanie motywacji z czynników zewnętrznych, materialnych, pieniędzy, wynagrodzenia, premii jest OK, ale bardzo trudne do utrzymania przez dłuższy czas.

Sytuacja tego zatrzymania, o której mówisz, może pomóc nam odnaleźć wewnętrzną motywację. Trzeba tylko zrobić krok do środka w głąb siebie. Spróbować przedrzeć się przez mechanizmy obronne, przez coś, co nas powstrzymuje i złapać kontakt z motywacją wewnętrzną, która jest o wiele skuteczniejsza, jeżeli chodzi o nasze działania.

Ja też na swoim przykładzie tego wielokrotnie doświadczyłem. Trenowałem triatlon przez pięć czy sześć lat. Tak zupełnie bezwiednie, dopiero po fakcie zdałem sobie sprawę z tego, że moja motywacja wewnętrzna, z którą rozpocząłem, czyli bo lubiłem biegać, jeździć na rowerze, pływać, miałem ogromną satysfakcję z zawodów, w pewnym momencie zamieniła się na motywację zewnętrzną. Zacząłem myśleć o celach, o wynikach, o życiówkach, o kwalifikacjach na Iron Man’a na Hawaje. Gdzieś w tym procesie zginęła mi motywacja wewnętrzna przez co na dłuższą metę było mi bardzo ciężko utrzymać zapał do trenowania. O takim mechanizmie tutaj mówię.

Możemy obecną sytuację potraktować jako szansę. Spróbować zrobić coś inaczej. Oczywiście, jak jesteś psychologiem i tą zmianą jest przejście na więcej spotkań w formie online, to łatwo o tym mówić. Jak masz salon fryzjerski, to jest trudniej wymyślać jakieś nowe rzeczy. Z drugiej strony ta podróż, to zatrzymanie się, aby przyjrzeć się bliżej sobie, zawsze musi zaprocentować. Mimo, że czasami może być trochę bolesne.

Magda: Ok, czyli Twoim zdaniem obecna sytuacja jest dla wielu osób szansą na przetestowanie nowych form działania, na przekształcenie dawnego sposobu funkcjonowania w coś, czego wcześniej niektórzy być może nie mieli odwagi spróbować.

Co jednak w sytuacji, gdy alternatyw nie ma, gdy nie ma planu B i trzeba pogodzić się z tym, że jest jak jest? W jaki sposób uczysz ludzi radzić sobie z akceptacją spraw, na które nie mają wpływu? W jaki sposób oderwać się od nich i skupić na zaangażowaniu się w inne działania, które także mogą przynieść pozytywne rezultaty bez względu na okoliczności, w jakich się znajdujemy?

Marcin: Metod jest bardzo dużo. Bardzo dużo daje taki twórczy brak nadziei. Zwykły bilans i sprawdzenie: jestem w jakiejś sytuacji, chcę ją zmienić i sprawdzam, co robię w tym momencie. Czy rzeczy, strategie, moje zachowania, które podejmuję zbliżają mnie do wartościowego życia, czy nie. Zrobienie takiego bilansu i uzmysłowienie sobie tego, że może niekoniecznie, bardzo często daje nam motywację do tego, by coś zmienić i żeby wdrożyć nowe zachowania.

Magda: Czyli skupienie się na działaniu jest kluczem do tego, aby życie nie przelatywało nam między palcami, aby pokonać brak wewnętrznej motywacji. Napisałeś też na swojej stronie, że często wydaje nam się, że martwienie się o coś jest tożsame z faktem, że nam zależy lub że martwiąc się mamy na coś wpływ. Jaki jest realny wpływ martwienia się na nasze życie i nasze emocje?

Marcin: No właśnie, to powiedz mi jaki jest wpływ? Czy jeśli bardzo martwisz się o coś, to rzeczywistość się zmienia? Czy jeśli będziesz się ze wszystkich sił martwić, to rzeczywistość się zmieni? Z tego co pamiętam te słowa napisałem w kontekście zachodzenia w ciążę i artykułu Obecność tu i teraz dla gazety Chcemy być rodzicami w kontekście problemów z zajściem w ciążę.

Badania w tej materii pokazują, że w momencie poluzowania i akceptacji jest dużo łatwiej to osiągnąć. Słyszałem co najmniej kilkanaście takich historii od swoich znajomych, koleżanek i przyjaciółek, które miały problemy z zajściem w ciążę. Bardzo się tym martwiły, bo obiektywnie rzecz ujmując jest to bardzo stresująca sytuacja. Opowieść miała wspólny klucz, bo jak mówiły: Próbowałam wszystkiego. Potem stwierdziłam, że mam już dosyć. Wyjechaliśmy gdzieś z mężem, kupiliśmy butelkę wina, miesiąc później dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Wydaje mi się, że dokładając sobie stresu, tego martwienia się, polewając benzyną te bolesne miejsca, powodujemy jakieś reakcje fizjologiczne. Może zmiany odporności, może nasz organizm zaczyna bardziej walczyć. Możesz wyobrazić sobie zaciśniętą pięść. Zaciskasz pięść i tak bardzo czegoś chcesz. Ale z zaciśniętą pięścią niewiele możesz zrobić. Możesz kogoś uderzyć co najwyżej. Nie pogłaskasz kogoś, nie weźmiesz czegoś do ręki, nie dotkniesz czegoś miękkiego.

Tylko w tym otwarciu, w tym rozluźnieniu jesteśmy bardziej elastyczni. Tym do czego dążymy lub taką podstawą dobrego funkcjonowania w ACT jest elastyczność psychologiczna, czyli przeciwieństwo takiego zaciśnięcia, które nas zamyka na wiele rzeczy.

Magda: To co przyszło mi na myśl po przeczytaniu, że dla wielu z nas martwienie się jest tożsame z faktem, że nam zależy, to nasi rodzice lub partnerzy. Dość często słyszymy, że w ich rozumieniu martwienie się jest formą okazywania uczuć. A to nie do końca zawsze tak jest. Praktyka uważności, o której tak wiele piszesz i mówisz, pomaga nam uzmysłowić sobie, że rzeczywistość bywa zupełnie inna od tego, co nam się wydaje. Bardzo jasno pokazuje też, że niektóre nasze problemy i troski nie są tym za co je bierzemy.

Powiedz mi, w jaki sposób uważność otwiera nam oczy na prawdziwą istotę spraw, z którymi przychodzi nam się borykać? W jaki sposób możemy rozdzielić, które problemy i troski są warte naszej uwagi, a które mają w gruncie rzeczy mniejsze znaczenie, niż im przypisujemy na początku?

Marcin: Nie wiem, czy istnieje coś takiego, jak prawdziwa istota spraw. Z perspektywy filozofii wschodu, ale nie tylko: czym jest prawdziwa istota spraw? Chyba czegoś takiego nie ma i wszystko jest zależne wyłącznie od naszego postrzegania. Czytałem w biografii Jana Kulczyka, że stosował on bardzo często tę metodę: jest jakiś problem, jakaś troska. Zapisujesz to na kartce, wsadzasz ją do koperty i zamykasz tę kopertę na tydzień w szufladzie. Po tygodniu wyciągasz ją, otwierasz i jeżeli to dalej jest problem, zajmujesz się nim i go rozwiązujesz.

Wiem, że to brzmi bardzo banalnie, ale gdy mamy jakiś problem to albo mogę sobie z nim poradzić i go rozwiązać, jeżeli mam do tego kompetencje w danym momencie, albo nie mam kompetencji, żeby się nim zająć, nie mam wpływu na to, co się dzieje. To daje mi jeszcze jedną możliwość: mogę poczekać, aż będę miał te kompetencje.

Wyobrażając sobie sytuację, w której mam jakiś problem, ale nic z tym nie mogę zrobić w tym momencie albo zrobiłem wszystko, co mogłem zrobić w tym momencie, to bez sensu wydaje się myśleć o tym. Jeśli nie mogę nic z tym zrobić, to co da mi rozmyślanie na ten temat? To jest dosyć logiczne, ale konstrukcja naszego umysłu jest taka, jaka jest.

Bardzo fajnie powiedziałaś, że to martwienie się jest często uważane za formę okazywania uczuć: Bo ty się o to nie martwisz w ogóle. Bo ty się nie martwisz, to znaczy, że masz to w nosie. Nie, bardzo się tym przejmuję, jest to dla mnie bardzo ważne, tylko wiem, że nie mogę w tym momencie z tym nic zrobić. Mogę czuć smutek w związku z tym, że nie mogę z tym nic zrobić, przykrość, żal, złość, niezgodę, ale faktem jest, że nie mogę z tym nic zrobić. To nie jest tak, że to nie jest dla mnie ważne, bo się nie przejmuję, nie martwię.

Magda: Dokładnie! W jednym z kolejnych artykułów o uważności piszesz też coś, co mi się bardzo spodobało: Przyjmuj każdą chwilę dokładnie taką jaka jest. W każdej chwili podejmuj też decyzję – czy mogę coś zrobić z tą sytuacją czy nie? Jeżeli nie możesz, pozwól jej odejść. My tak nie do końca pozwalamy odchodzić pewnym sytuacjom, emocjom i uczuciom, często też ludziom. Dlaczego przywiązujemy się do nich nawet, jeśli są negatywne, destrukcyjne i sprawiają nam ból? Jak pozwolić im odejść?

Marcin: Przyjmuj każdą chwilę dokładnie taka, jaka jest – to takie troszeczkę idealistycznie powiedzenie, ale bardzo w to wierzę. Ta praktyka uważności tak, jak ja ją postrzegam i rozumiem polega w dużo większej mierze na przyglądaniu się temu, co nie jest przyjemne, niż temu, co jest przyjemne.

Zresztą każdy z nas w miarę dorosły doskonale zdaje sobie z tego sprawę: jedno i drugie przemija. Nasze cierpienie i pewne nieprzyjemne stany psychofizyczne często wiążą się z tym, że przywiązujemy się do pewnych rzeczy. Albo bardzo nie chcemy czegoś, co jest nieprzyjemne, albo bardzo lgniemy do tego, co jest przyjemne.

Myślę, że to pozwolenie odchodzić w tej metaforze chmur na niebie czy obserwowania samochodów, które przejeżdżają przed domem, to jest kwestia treningu, rozszerzenia w pewien sposób świadomości i takiego uzmysłowienia sobie tego, co my doskonale wiemy: nawet najgorszy ból mija w pewnym momencie tak, jak nawet największa radość czy przyjemność też mija.

I jeżeli sobie pozwolimy na to, żeby być w chwili, która jest teraz, to możemy w pełni doświadczać tego, co się dzieje. Ja miałem trochę takich wakacyjnych przygód. Jestem w jakimś pięknym miejscu na Hawajach i zamiast cieszyć się tym, że jestem w raju, mój umysł zaczął bardzo szybko podsuwać mi myśli typu: O Jezu, jeszcze tylko trzy dni tutaj będę. I zaraz trzeba do domu wrócić. Przestaję być w tej chwili, w tym co jest tutaj. To jest oczywiście dużo trudniejsze w sytuacji, gdy doświadczamy czegoś nieprzyjemnego. Pozwolenie sobie na zaakceptowanie tego, co ja czuję pomaga trochę zmniejszyć to cierpienie.

Jeszcze jedna rzecz, ja ją zaznaczam za każdym razem, gdy słyszę takie sformułowanie, które dotyczy negatywnych emocji. Uważam, że nie ma czegoś takiego, jak negatywne emocje. Wszystkie emocje są pozytywne. I jeżeli już mamy je dzielić, to są emocje przyjemne i nieprzyjemne. Co więcej, jak zrobimy sobie listę emocji, to szybko się zorientujemy, że większość emocji jest nieprzyjemna. To, co my czujemy jest przeważnie nieprzyjemne. Odcinanie się do tego, co jest nieprzyjemne, co postrzegamy jako negatywne powoduje, że tracimy trochę życia. I to jest smutne.

Dlaczego się przywiązujemy do tych sytuacji czy emocji? To jest temat rzeka. Wierzę, że zawsze jest jakaś korzyść. Ona może być nieświadoma. Możemy kompletnie nie zdawać sobie z niej sprawy. Gdybyśmy głęboko poszukali w sobie, jaką mamy korzyść z tego, że tkwimy w jakiejś sytuacji mimo, że na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że żadnej, że ponosimy tylko koszty, jeżeli uda nam się dokopać do tej korzyści i w taki świadomy sposób ją puścić, pozwolić sobie, żeby jej nie potrzebować, może to dać nam energię do zmiany tej sytuacji.

Magda: Super, bardzo Ci dziękuję za to co powiedziałeś zarówno o uzewnętrznianiu emocji, jak i o tym, jak pozwolić im odejść. Spójrzmy teraz na drugą stronę medalu. Wiele osób jest przekonanych, że idąc przez życie nie można pozwolić sobie na odczuwanie emocji, bo to skończyłoby się dla nich porażką na wszystkich frontach.

Osoby te są tak mocno zorientowane na cel, że przez lata ignorują emocje, które się w nich kumulują i nie dają im możliwości uzewnętrznienia się. A przywykło się też sądzić, że osoby, które odnoszą ogromne sukcesy w życiu, to te osoby, które nie pozwalają sobie na odczuwanie i okazywanie emocji. Czy Ty się z tym zgadzasz? Czy spotkałeś się z takimi przypadkami i czy uważasz, że da się tak funkcjonować przez całe życie?

Marcin: Wszystko się da. Chłopaki nie płaczą, trzeba być twardym, nie wolno wymiękać. Bardzo mocno mi się to kojarzy z taką męską postawą. Czy ona jest skuteczna, to przede wszystkim pokazują statystyki, bo chyba siedem razy więcej mężczyzn, niż kobiet popełnia samobójstwo. Myślę, że to może być mocno skorelowane z taką postawą. Każdy z nas ma w środku gdzieś głęboko taką tęsknotę za miłością, za czuciem, za bliskością.

Nie wiem, co oznacza ogromny sukces w życiu, bo ja definiuję go trochę inaczej, niż to jest postrzegane w dzisiejszych czasach. Nie łączę sukcesu z sukcesem materialnym. Jest mnóstwo badań, które pokazują, co daje nam szczęście w życiu. Materialne czynniki to jest tylko około 10% wpływu na nasze poczucie szczęścia. Musielibyśmy sobie zdefiniować sukces, ale dla mnie sukcesem jest godne, pełne i zgodne ze swoimi wartościami życie. Ażeby żyć w zgodzie ze swoimi wartościami, to ja muszę czuć.

Poza tym, możemy sobie wyobrazić: nie czuję emocji, nie okazuję emocji, jestem zorientowany na cel, ignoruję emocje. Jak będzie wyglądała moja relacja na przykład z dzieckiem? Jak urodzi się dziecko, a ja nie czuję emocji i nie jestem w stanie go kochać. Czy nawet siebie kochać. Wydaje mi się, że bez tego zawsze będzie nam towarzyszyć jakiś brak, jakaś pustka, jakaś gorycz. Nie sądzę, aby można było osiągnąć pełnię w życiu bez odczuwania emocji.

Nawet w kontekście biznesowym, to jest taki stereotyp sknerusa McKwacza z bajki o tych kaczkach, który może się kąpać w swoich skarbcu i żyć w samotności.

Magda: A co rekomendujesz osobom, które przez długi czas blokowały swoje emocje, bo na przykład były dla nich bolesne lub wymagały podjęcia jakiegoś działania? W jaki sposób mogą te emocje odblokować, mówić o nich, w jasny sposób komunikować je?

Marcin: Rekomenduję wybrać się na terapię, jeżeli to jest droga, którą ktoś chce podążać. Myślę, że to jest najskuteczniejsza rzecz: psychoterapia czy treningi związane z uwalnianiem emocji, z kontaktem ze sobą. Często nasze życie nas zmusza do większego wglądu w to, co się w nas dzieje. Niestety dzieje się to przeważnie w sytuacjach bardzo podbramkowych. Wtedy też generalnie mamy lepszy kontakt ze sobą. Ale tak na co dzień, jeżeli ktoś znajdzie w sobie motywację i stwierdzi: Ok, coś chcę zmienić. Coś mnie uwiera. Coś niewygodnego, dobrą drogą jest psychoterapia.

Magda: Czyli w momencie, kiedy czujemy, że nie poradzimy sobie sami z jakimś problemem lub nie damy rady sami przepracować zablokowanych emocji czy uczuć, to warto zwrócić się do kogoś, kto nam pomoże przejść przez to i uporać się z nimi. I tak jak powiedziałeś najskuteczniejszą formą takiej pracy nad emocjami jest terapia, na którą decyduje się coraz więcej osób, prawda?

Marcin: Tak, pytałaś o najbardziej skuteczną formę. Byłbym strasznych arogantem, gdybym udzielał teraz gotowych recept, bo każdy ma inne spojrzenie. To są bardzo subiektywne i indywidualne kwestie. Na pewno taka ścieżka jest skuteczna. Również medytacja, trening uważności, sytuacje życiowe, które potrafią nami tak potrząsnąć, że zmieniają nas w ciągu sekundy. Gdyby to miała być taka świadoma praca, to najskuteczniejsze jest spotkanie z drugą osobą, która będzie nam towarzyszyć: psychoterapeuta, nauczyciel czy coach. Każdy musi znaleźć swoją motywację i swoją ścieżkę.

Magda: Powiedziałeś, że nie dajesz gotowych recept. To się pokrywa z tym, co czytamy w recenzjach osób, z którymi współpracowałeś. Piszą o tym, że w swojej pracy nie rozwiązujesz za ludzi ich problemów. Nie dajesz gotowych odpowiedzi. Nie narzucasz swojej filozofii życia. Nie oceniasz. Uważnie im towarzyszysz i wspierasz ich w tym, aby to oni odnaleźli najwłaściwszą dla siebie drogę, rozwiązanie lub decyzję.

Natomiast w naszym codziennym życiu często postępujemy odwrotnie. Często narzucamy innym naszą wizję tego, jak powinni rozwiązywać swoje problemy lub radzić sobie ze swoimi emocjami, bo wydaje nam się, że my wiemy lepiej. W jaki sposób możemy nauczyć się towarzyszyć innym ludziom i wspierać ich w trudnych sytuacjach zamiast próbować rozwiązywać za nich ich problemy?

Marcin: Świetne pytanie! Ja do końca nie wiem tego. Wczoraj rozmawiałem o tym ze swoją przyjaciółką. Bardzo ważne dla mnie słowo klucz, to pokora. To, o czym mówisz to jest pewnego rodzaju pokora. Ja nie wiem, jak to osiągnąć. Nie wiem, czy da się coś takiego osiągnąć. Myślę, że dobrze jest to potraktować, w takim rozumieniu ACT-u, jako pewną wartość, a nie cel, czyli wartość jako coś, co jest procesem. Coś, co ja muszę w sobie pielęgnować cały czas i pilnować, żeby mi to nie uciekło.

Przyznaję, że zawsze miałem z tym problemy i zdarzało mi się na początku mojej pracy, że zapominałem się troszeczkę, jaka jest moja rola. Włączała mi się moja inna rola, którą również pełnię, czyli rola wykładowcy uniwersyteckiego. Czasami ludzie przychodzą do ciebie i sami pytają: To ty mi powiedz, co ja mam zrobić. Ale wyobraź sobie, że przychodzisz do okulisty i mówisz, że masz wadę wzroku. Okulista ściąga swoje okulary z nosa i ci je daje. Mówi: Proszę, mi pomogły. Wracasz do niego po dwóch dniach wkurzona i mówisz: Panie, jeszcze gorzej widzę przez to! I się zaczynacie kłócić: Ale mi pomogły, więc co mi tu pani będzie mówić! To, co dla mnie jest dobre niekoniecznie będzie dobre dla kogoś innego.

Muszę się pilnować czasami, żeby nie robić czegoś takiego. Z drugiej strony ja też odwracam role i zastanawiam się, jak ja się czuję, gdy ktoś mi doradza wtedy, kiedy ja tego nie chcę. Często to wzbudza we mnie złość. Są takie sytuacje, kiedy ktoś potrzebuje być wysłuchanym. Już sam fakt, że on czy ona powie coś na głos i usłyszy to powoduje, że pojawiają się w nim jakieś odpowiedzi. Zadasz mu jedno, dwa pytania, które uruchomią proces, w którym on sam znajdzie odpowiedzi na nie.

Gdyby ktoś przyszedł do mnie i powiedział: Marcin, nie radzę sobie z tym i z tym, a ja bym mu powiedział: Słuchaj, zrób to i to, prawdopodobnie po pierwsze nigdy więcej nie rozmawiałby ze mną, a po drugie wyszedłby wkurzony. To jest bardzo kuszące dla większości osób: To ja ci powiem teraz, co zrobić albo To ja ci powiem, czemu ty tak czujesz. Albo wchodzenie w rolę mentora, kiedy ktoś w ogóle tego nie chce i od ciebie nie wymaga.

A już bardzo śmiesznie to wygląda w sytuacji, kiedy twoje zachowanie kompletnie przeczy temu, co ty doradzasz. Taka postawa często ma miejsce w relacji rodzic-dziecko: Masz nie palić papierosów, masz nie siedzieć przed ekranem i robić to, co ja ci każę! I mówi to tatuś, który potem siada przed telewizorem, odpala papierosa i piwo.

Magda: Najłatwiej radzić innym, gorzej już zastosować to do siebie, prawda?

Marcin: Tak! Uczymy innych przez tzw. modelowanie. Jesteśmy obserwowani i to w zwłaszcza kontekście dzieci. Dzieci będą robić tak, jak my robimy, a nie tak, jak my mówimy.

Magda: Dokładnie tak jest. A powiedz mi Marcin, jak Ty osobiście  radzisz sobie ze swoimi emocjami? Czy masz jakieś wypróbowane, stałe techniki, których używasz w codziennym życiu, czy czasami też potrzebujesz kogoś, kto Cię wysłucha i dzięki komu znajdziesz odpowiedzi na pytania, które Cię trapią?

Marcin: Ja czasami sobie nie radzę ze swoimi emocjami i przeczyłbym sam sobie, gdybym uważał, że można sobie z nimi zawsze radzić. Wracam do tego, o czym rozmawialiśmy na początku, żeby raczej dawać sobie przestrzeń na te emocje, niż sobie z nimi radzić. Bywa, że nie starcza tej przestrzeni. Bywa, że ten ból jest bardzo duży. Zwracam się często po wsparcie.

Wczoraj rozmawiałem z jedną z moich nauczycielek, która mi powiedziała piękne słowa: Marcin, ty możesz być sam sobie za to wdzięczny, że masz taką sieć wsparcia, że masz osoby, do których możesz się zwrócić w chwili jakiejś trudności, być obecnym, pozwolić sobie na wyrażenie tych emocji wiedząc, że będą one przyjęte. Więc ja nie staram się sobie z tym radzić, ale staram się sobie dawać przestrzeń na to. Ta praktyka uważności, nie tylko formalna, nie tylko medytacja dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści minut w ciągu dnia, tylko też taka nieformalna praktyka jest bardzo istotna.

Na przykład siedzę teraz i patrzę na drzewa w parku. Było takie badanie przeprowadzone na grupie kilkuset osób, o ile dobrze pamiętam. Dwadzieścia lub trzydzieści minut patrzenia na drzewa, las, park obniżało poziom kortyzolu mierzony w ślinie o siedemnaście procent bodajże. Dwadzieścia minut patrzenia się na drzewa obniża poziom naszego stresu.

I fajnie, że to zostało zbadane, ale my wiemy o tym od dawna: wyjść, złapać trochę kontaktu z naturą, popatrzeć na chmury, na drzewa. Pozwolić sobie, żeby umysł wędrował, nie skupiał się na problemach za wszelką cenę, pozwolić sobie, żeby przyszło poluzowanie. Co ciekawe, właśnie wtedy pojawiają się odpowiedzi. Wszystkie największe odkrycia, które znamy przychodziły właśnie w takich momentach. Spadające jabłko czy woda wylewająca się z kąpieli nie działy się wtedy, kiedy ktoś „siedział w Excelu” i wszystko sobie analizował, tylko kiedy to zostawił, puścił, pozwolił, żeby umysł sam sobie wędrował. Nagle przychodzi moment tego Eureka! Moment tego błysku.

Magda: To co powiedziałeś jest bardzo fajne i rzeczywiście najwięcej odpowiedzi przychodzi do nas, gdy odrywamy się od ciągłego myślenia o nich. Bardzo utkwiło mi też w głowie porównanie, którego kiedyś użyłeś, a mianowicie to, że emocje, są jak kompas w Piratach z Karaibów.

Mają nam wyznaczyć kierunek, do którego zmierzamy. Z tym, że my często patrzymy na ten kompas i dalej nie wiemy, dokąd płynąć. Bo albo ten kompas nie działa od lat i do tej pory go nie naprawiliśmy, albo nigdy nie nauczyliśmy się posługiwać się nim i właściwie go odczytywać. Co, Twoim zdaniem, należy zrobić, aby ten życiowy kompas, zwany emocjami, zaczął nam służyć?

Marcin: Zwany emocjami lub może intuicją bardziej, czuciem. Tutaj bardzo celny jest też taki buddyjski termin Pradżnia, który oznacza wewnętrzną mądrość opartą bardziej na doświadczeniu, niż na intelekcie. Tym kompasem są nasze wartości, ale żeby znaleźć kontakt z tymi wartościami musimy mieć bardzo dobry i silny kontakt ze swoim czuciem. Z tą mądrością, której jest mniej w głowie, a bardziej w brzuchu albo w sercu. Tam odczuwamy chyba najmocniej.

Piękne jest to, że gdy pracuję z osobami, które pozwalają sobie na to, żeby złapać kontakt ze swoimi wartościami, to najczęstszą reakcją osoby, która coś takiego robi są łzy. Łzy wzruszenia, które przychodzą w tym momencie. Często ten kompas to takie miejsce, które jest zardzewiałe, zaśniedziałe, głęboko schowane i znalezienie tego, to jest taki piękny, wzruszający powrót do siebie, do swojego fundamentu. To jest kluczowe, żeby ryzykować, żeby mieć odwagę. To jest ryzykowanie obecności w każdej chwili, kontaktu ze sobą i z tym, co w tym moim brzuchu się pojawia.

Mówię o brzuchu, bo w brzuchu jest bardzo dużo zakończeń nerwowych. Mówi się nawet o tzw. mózgu trzewnym. Bardzo mocno odczuwamy tam. Mówi się o motylkach w brzuchu, strach i różne inne emocje również pojawiają się tam. Budda, który jest postacią historyczną i na tyle, na ile znam jego dzieje był strasznym chudzielcem, przedstawiany jest zawsze jako grubsza osoba właśnie dlatego, że ma to symbolizować taką mądrość.

Tak, jak powiedziałaś, nie zawsze lubimy, nie chcemy czuć. Nie wypada czasem. Jak jesteś facetem, to nie można się użalać. Nie wolno tego, nie wolno tamtego. W pracy trzeba być na biznesowo w żakiecie i cały czas poważnym. I takiej postawy uczymy się, tym bardziej, że wielu z nas spędza w pracy większość życia.

Wchodzenie na poziom tych wartości i tego czucia często jest postrzegane przez nas jako ryzykowne. Nasz umysł zaczyna różne swoje alarmy odpalać i opowiadać nam swoje mądrości w głowie. Problem polega na tym, że wtedy tracimy kontakt z tym, czego chcemy, z tym, co jest dla nas ważne i trudno bez kompasu obrać jakiś kierunek.

Magda: Zgadza się! Marcin, ogromnie Ci dziękuję za naszą rozmowę, za wartościowe refleksje, których mogliśmy wysłuchać oraz wspaniałą motywację, którą dałeś nam do tego, aby spojrzeć na swoje emocje w zupełnie inny sposób. Nie jak na zagrożenie lub przeszkodę w realizowaniu siebie i swoich celów, ale jak na drogę do lepszego zrozumienia siebie i tego, co dla nas ważne. A to na, co nie mamy wpływu potraktować jako naturalny element rzeczywistości, w której się znajdujemy i którego nie musimy za wszelką cenę zmienić.

Gdybyś miał podsumować w kilku zdaniach to, o czym dzisiaj porozmawialiśmy, co rekomendowałbyś osobom, które chcą zrobić pierwszy krok w stronę większej akceptacji emocji, które się w nich pojawiają, zwłaszcza tych bolesnych emocji oraz jak mogą rozluźnić swoje podejście do spraw, z którymi nie da się nic zrobić?

Marcin: Bardzo Ci dziękuję za to podsumowanie. Bardzo dużą wdzięczność czuję teraz. A odpowiadając na Twoje pytanie, cytat z Junga: Jeżeli widzisz przed sobą jakąś ścieżkę, to znaczy, że to nie jest twoja ścieżka.

Moja rada, jeżeli już muszę coś doradzać, to jest budowanie swojej ścieżki. Sprawdzanie i ryzykowanie. Serdecznie zapraszam do siebie na konsultacje, jeżeli ktoś chce popracować w tych obszarach. Jest mnóstwo książek, które uważam za cenne. Ostatnio na swojej stronie internetowej wrzuciłem kilka rekomendacji, np. książka Steven’a Hayes’a W pułapce myśli z obszaru terapii ACT.

Polecam też powrót do siebie. Pozwalajmy sobie na tę obecność. Starajmy się żyć jak najbardziej w tej chwili, w tym momencie, bo wskakując do wehikułu czasu, który nas przenosi cały czas do przeszłości i do przyszłości powodujemy, że życie nam ucieka. Bo to nie jest życie. Życie może być przeżywane tylko w tym momencie. Rozmyślanie o planach jest ważne, trzeba to robić albo o przeszłości też jest ważne, bo trzeba wyciągać wnioski z przeszłości, trzeba się uczyć na niej, ale leżenie na kanapie i roztrząsanie swoich porażek większego sensu nie ma. Pozwalam sobie na to, żeby być tak, jak jest teraz i sprawdzam, czy coś się wydarzy, co się we mnie zmieni. Pozwalam sobie po prostu żyć.

Pamiętajmy, że to, że czujemy, i nieważne czy to jest przyjemne czy nieprzyjemne, oznacza to, że żyjemy. Gdybyśmy nie czuli lęku, to prawdopodobnie nie żylibyśmy. Gdybym nie czuł bólu, to też nie byłbym w stanie przeżyć, bo usiadłbym na rozgrzanym piekarniku i byłoby po mnie. Każdy taki moment, który nie przecieka nam przez palce, tylko którego doświadczamy jest cudowny, bo życie mamy tylko jedno.

Magda: Super, jeszcze raz Ci dziękuję Marcin za poświęcony czas oraz ogrom jakże ważnej wiedzy, której nam dzisiaj dostarczyłeś. Na koniec, powiedz nam proszę, gdzie można Cię znaleźć i w jaki sposób się z Tobą skontaktować, gdyby ktoś chciał skorzystać z Twoich konsultacji lub wziąć udział w organizowanych przez Ciebie inicjatywach?

Marcin: Myślę, że najprościej przez stronę internetową marcinnowacki.pl. Ewentualnie profil na Facebooku, profil na stronie Znany Lekarz lub wpisując w Google Marcin Nowacki psycholog. Co prawda, jest też druga osoba, która się tak nazywa i jest psychologiem, ale myślę, że nie zabłądzicie.

Magda: Świetnie, dziękuję Ci jeszcze raz i pozdrawiam!

Marcin: Dziękuję Ci serdecznie!


Dziękuję Wam za wysłuchanie czwartego podcastu Master Your Emotions. Zachęcam Was do podzielenia się swoimi przemyśleniami na adres mailowy: podcastmasteryouremotions@gmail.com oraz do regularnego odwiedzania strony www.masteryouremotions.pl, gdzie zachęcam do zasubskrybowania kanału z nowymi podcastami, jak również do polubienia mojej strony na Facebooku. Zapraszam do wysłuchania kolejnego podcastu, który ukaże się już niebawem. A tymczasem żegnam się z Wami i do usłyszenia!

Leave a Reply

%d bloggers like this: